Marcin Luter
Autor: Andrzej Tokarczuk
Wydawnictwo: KAW, 1985
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: otarcia okładki
O książce
Tokarczyk w swojej biografii Lutra wpisuje się w charakterystyczny dla serii „Religie Świata” model: nie chodzi mu o hagiografię reformatora ani o pamflet antyreformacyjny, lecz o możliwie chłodny portret człowieka, który przypadkiem rozpętał jedno z największych trzęsień ziemi w historii chrześcijaństwa. Autor prowadzi czytelnika od realiów późnośredniowiecznego katolicyzmu – z jego lękiem przed potępieniem, handlem odpustami i scholastycznym gąszczem – do nagłego pojawienia się mnicha, który miał zbyt wrażliwe sumienie, by to wszystko spokojnie znosić. Tokarczyk nie epatuje anegdotami, raczej układa z nich czytelny szkic: od Wittenbergi, przez spór o odpusty i Dietę w Wormacji, aż po ukształtowanie się doktryny, która później zostanie uproszczona do szkolnego hasła „usprawiedliwienie z wiary”.
Najciekawsze w tej książce jest to, że – jak na publikację z PRL-owskiej oficyny – autor zachowuje zadziwiająco wyważony ton. W tle czuć oczywiście historiograficzne nawyki epoki: wyraźną fascynację procesami społecznymi, nacisk na rolę konfliktów ekonomicznych i politycznych w tle reformacji. Ale Tokarczyk nie rozpuszcza Lutra w „warunkach społeczno‑ekonomicznych”; pozostawia go jako postać z krwi i kości, pełną sprzeczności: mistyka i polemistę, egzegetę i propagandystę, człowieka pióra, który jednocześnie świetnie rozumie siłę ulicznego sloganu i pieśni. Doktryna – sola scriptura, sola fide, krytyka kultu świętych i sakramentalnego „automatyzmu” – podana jest jasno, bez teologicznego zadyszki i bez kaznodziejskiego tonu. To raczej rzeczowy przewodnik po tym, co faktycznie Luter napisał i zrobił, niż po tym, co mu później przypisywano.
Osobnym atutem jest wprowadzenie w dzieje luteranizmu, w tym – co u polskiego czytelnika nader potrzebne – wątek polski. Tokarczyk nie rozpisuje się barokowo, ale wskazuje dość trzeźwo, jak idee Lutra filtrują się przez lokalne realia: przez polską szlachtę, przez uniwersyteckie środowiska, przez sąsiedztwo Prus i krajów niemieckich. W efekcie powstaje książka, która może dziś pełnić rolę przyzwoitego „pierwszego kontaktu” z Lutrem: nie zastąpi poważnych monografii Obermana czy Baintona, lecz jako kompaktowy portret – napisany językiem dostępnym, a zarazem bez uproszczeń rodem z katechizmu – sprawdzi się znakomicie w domowej biblioteczce czy czytelni szkolnej. To jeden z tych tomów, które nie robią hałasu, ale po latach okazują się solidnym, cichym punktem odniesienia.