Bez wojny
Autor: Spencer Weart
Wydawnictwo: Świat Książki, 2001
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Bez wojny” to taki rodzaj książki, który politologom świeci się w bibliografii jak relikwia: klasyk sporu o tzw. „pokój demokratyczny”, ale napisany nie jako wykres w Excelu, tylko jako erudycyjna wycieczka przez historię ustrojów – od polis greckich po państwa współczesne. Weart robi coś, czego wielu teoretykom się nie chce: zamiast zasłaniać się jedynie modelem statystycznym, grzebie w przykładach historycznych, porównuje demokracje z oligarchiami i pokazuje, jak bardzo mentalna mapa „swoich” i „obcych” wpływa na to, kogo uznajemy za godnego partnerskiego traktowania, a kogo – za „barbarzyńcę”, z którym można robić wszystko. To w gruncie rzeczy książka bardziej o kulturze politycznej niż o wojnie.
Najmocniejsze fragmenty to te, w których Weart rozbiera na czynniki pierwsze przypadki pozornie kłopotliwe: napięcia między państwami demokratycznymi, groźby, mobilizacje – i to, że za każdym razem coś powstrzymuje przejście do otwartego konfliktu zbrojnego. Autor nie poprzestaje na współczesności; włącza w rozmowę kantony szwajcarskie, republiki kupieckie i antyczne miasta-państwa, tworząc coś w rodzaju długiego, porównawczego studium „etykiety między ustrojami”. Wychodzi mu z tego teza nie tylko empiryczna („demokracje między sobą nie walczą”), lecz również normatywna: reżimy, które wewnątrz przyzwyczaiły się do negocjacji i kompromisu, łatwiej przenoszą podobne wyobrażenia na stosunki z podobnymi sobie.
Oczywiście jest to książka, która z definicji będzie budzić zastrzeżenia – i słusznie. Weart porusza się po polu minowym definicji: to, co uzna za „prawdziwą” demokrację, z automatu wypada z listy potencjalnych kontrprzykładów. Krytycy zwracali uwagę, że takie sito bywa zbyt gęste, a sama konstrukcja argumentu niebezpiecznie zbliża się do samospełniającej się przepowiedni: jeśli dwie demokracje walczyły, to znaczy, że przynajmniej jedna nie była „dość demokratyczna”. Mimo to „Bez wojny” pozostaje lekturą obowiązkową – nie dlatego, że udowadnia coś raz na zawsze, ale dlatego, że pokazuje, jak poważnie trzeba traktować związek między ustrojem, wyobraźnią polityczną a przemocą zewnętrzną