Mózg i znaki
Autor: Jan Kordys
Wydawnictwo: PIW 1991
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Mózg i znaki” to jedna z tych książek, które przychodzą zdecydowanie „za wcześnie” dla własnego komfortu. Kordys próbuje zrobić coś, co w polszczyźnie lat 90. praktycznie nie miało nazwy: połączyć antropologię kulturową, semiotykę i wiedzę o mózgu tak, jakby Lévi-Strauss poszedł na seminarium do neurofizjologów, a potem wrócił do domu z notatnikiem pełnym schematów neuronalnych. Już same tytuły rozdziałów – „Drzewa wiadomości”, „Imię Ojca”, „Król i słońce”, „Kapłan i filozof”, „Ogrodnik i prezydent” – sygnalizują, że nie będzie to ani podręcznik, ani zwykły esej, tylko coś w rodzaju intelektualnej „przypowieści naukowej”: figury kultury służą tu za soczewki, przez które ogląda się podstawowy problem – jak z biologicznego organu powstaje świat znaków, instytucji i mitów.
Kordys nie poprzestaje na eleganckich metaforach – choć potrafi nimi operować – tylko uparcie wraca do niewdzięcznego pytania: gdzie, w tym całym kulturowym teatrze, jest miejsce mózgu? Nie w trywialnym sensie „gdzie jest ośrodek mowy”, lecz: jak struktury nerwowe umożliwiają powstawanie tak zdumiewająco skomplikowanych systemów znaków, jak religia, prawo, władza polityczna czy nauka. Tytułowe „drzewa wiadomości” to nie tylko biblijna aluzja, ale i model organizacji informacji; „Imię Ojca” nie jest prostym ukłonem wobec psychoanalizy, lecz próbą zobaczenia, jak figura zakazu, władzy i symbolicznego porządku może być myślana w kategoriach zdolności mózgu do abstrahowania i internalizacji reguł. Te pary – król i słońce, kapłan i filozof, ogrodnik i prezydent – wskazują na ciągłość pomiędzy archaicznymi mitami a nowoczesnymi instytucjami, ale ciągłość przebiegającą nie w historii idei, tylko w historii pewnego organu.
Na tle ówczesnej „Biblioteki Myśli Współczesnej” ta książka wygląda jak nieco ekscentryczny kuzyn: zamiast klarownej systematyki – gęsty esej, który wymaga od czytelnika znajomości podstaw semiotyki, odrobiny antropologii i choćby ogólnej orientacji w neurobiologii, a przy okazji pewnej cierpliwości wobec spekulacji. Nie jest to praca laboratoryjnie „ścisła”, raczej ambitny projekt ramy pojęciowej dla przyszłej neurosemiotyki: bardziej propozycja sposobu myślenia niż katalog wyników. Jeżeli ktoś szuka prostego wprowadzenia do nauk o mózgu, będzie rozczarowany; jeżeli natomiast interesuje go, jak można sensownie rozmawiać o kulturze, symbolach i polityce, pamiętając, że w tle mamy jednak trzy kilogramy wyspecjalizowanej tkanki nerwowej – „Mózg i znaki” nadal brzmi zaskakująco świeżo, jak notatnik z konferencji, która dopiero ma się odbyć.