Franciszek Maśluszczak | Ludzie, czasy, dzieła
Autor: Joanna Gondowicz
Wydawnictwo: Edipresse, 2002
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
Franciszek Maśluszczak należy do tej grupy artystów, których dorobek wymyka się prostym klasyfikacjom. Jego twórczość – z pogranicza nowej figuracji, neosurrealizmu i ironicznego komentarza do codzienności – bywała określana jako groteskowe lustro epoki. Joanna Gondowicz w tomie Franciszek Maśluszczak z serii „Ludzie, czasy, dzieła” stara się uchwycić właśnie ten moment: malarza i grafika, który od lat 70. XX wieku konsekwentnie wypracowuje własny idiom, balansując pomiędzy krytyką społeczną a oniryczną fantazją.
Nie mamy tu do czynienia z akademickim podręcznikiem. Gondowicz nie tonie w przypisach, zamiast tego proponuje narrację, w której życie artysty i historia kraju splatają się w jedną opowieść. Widzimy młodego Maśluszczaka, formowanego w latach powojennej biedy i studiów w Warszawie, zapatrzonego w Maxa Ernsta i Dalego, a równocześnie świadomego, że jego własny język musi wyrastać z polskiego pejzażu społecznego. W latach 70. i 80. groteska staje się dla niego strategią oporu wobec uniformizacji i cenzury – postacie z jego obrazów przypominają marionetki w krzywym zwierciadle, a jednak noszą w sobie rozpoznawalne rysy rodaków z kolejek czy pochodów pierwszomajowych.
Ciekawe, że Gondowicz podkreśla rolę mezzotintu – techniki archaicznej i trudnej, którą Maśluszczak uprawiał z maniakalną precyzją, osiągając efekty zbliżone do fotografii, ale przepuszczone przez surrealistyczny filtr. W czasach, gdy większość jego rówieśników eksperymentowała z konceptualizmem albo instalacją, on trwał przy figurze, choć w sposób jawnie przekorny.
Recenzowana książka ma niewielką objętość, ale nadrabia selekcją materiału i sposobem narracji. To bardziej opowieść kuratora, który zna artystę, niż surowa monografia. Oprócz przeglądu dzieł znajdziemy tu anegdoty z paryskiej pracowni, komentarze o absurdach PRL-u, a także sugestię, że Maśluszczak może być czytany jako ironiczny kronikarz transformacji ustrojowej. Gondowicz nie popada w nadmiar ocen, ale prowadzi czytelnika przez świat malarza, gdzie surrealizm spotyka się z codziennością kiosku, tramwaju czy politycznej demonstracji.