Europa. Rozprawa historyka z historią
Autor: Norman Davies
Wydawnictwo: Znak, 1999
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
Davies w „Europie. Rozprawie historyka z historią” robi rzecz, której zwykle nie pozwala wydawnicza księgowość: pisze książkę tak obszerną, jak wymaga tego temat, zamiast tak cienką, jak życzyłby sobie rynek. To nie jest „podręcznik historii Europy”, ale raczej gigantyczny esej o tym, czym w ogóle jest „Europa” – jako przestrzeń geograficzna, mit, konstrukt polityczny i pole bitwy pamięci. Autor rozmontowuje szkolne przyzwyczajenie, wedle którego dzieje kontynentu biegną gdzieś między Paryżem, Londynem i Rzymem, a cała reszta stanowi peryferyjny dekor. U Daviesa oś narracji przesuwa się na wschód, a Polska, Czechy, Węgry czy Ukraina przestają być „obrzeżami”, stając się jednym z głównych laboratoriów europejskich doświadczeń.
Najbardziej rozpoznawalnym chwytem tej książki są słynne „kapsułki” – wtręty, dygresje, boczne korytarze, które rozbijają linearną opowieść. W rękach mniej sprawnego autora zamieniłyby się w chaos; tutaj tworzą coś w rodzaju palimpsestu: pod główną narracją polityczno‑społeczną stale przeświecają mikrohistorie, szkice o językach, religiach, ideach, marginaliach, które nagle okazują się centralne. To właśnie w tych fragmentach widać erudycję Daviesa i jego temperament polemiczny – potrafi w jednym akapicie rozprawić się z anglosaskimi uproszczeniami dotyczącymi Europy Wschodniej, a w następnym z ironią skomentować narodowe mity Zachodu. W porównaniu z Gibbonem czy Hobsbawmem jest mniej kapłanem jednej Wielkiej Narracji, a bardziej kolekcjonerem sprzecznych opowieści, który pokazuje, jak łatwo historię ustawia się pod tezę.
Polskie wydanie, w przekładzie Elżbiety Tabakowskiej, ma zresztą swój osobny urok: tłumaczenie jest nie tylko sprawne, ale momentami aż nazbyt lojalne wobec eseistycznego rozmachu oryginału, dzięki czemu czytelnik czuje zarówno ciężar, jak i smak tej prozy. „Europa” bywa przez laików traktowana jak kompendium, tymczasem lepiej czytać ją jak długą rozmowę z historykiem, który nie ufa żadnemu oficjalnemu kanonowi i z uporem przywraca głos tym obszarom i epizodom, które zbyt łatwo wyrzucano na margines. To książka wymagająca – i objętością, i gęstością myśli – ale trudno potem wrócić do „normalnych” syntez, które udają, że kontynent to tylko Zachód z doczepionym ogonem.