Zielona Apteka
Autor: Dr James Duke
Wydawnictwo: PWP 2005
Okładka: twarda
Stan: dobry/dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Zielona apteka” Dukea jest dokładnie tym, czym przestała być większość współczesnych poradników zielarskich: ciężką, rzetelną cegłą pisaną przez człowieka, który z roślinami faktycznie pracował, zamiast tylko je fotografować. To książka zdecydowanie z epoki „przed‑instagramowej”: żadnych zachwyconych kadrów z kubkiem naparu na tle koca, tylko gęsty druk, długie akapity i uporczywa chęć autora, by czytelnika czegoś naprawdę nauczyć. Duke nie udaje poety natury – jest raczej upartym katalogistą, etnobotanikiem z notatnikiem terenowym, który obszerne doświadczenie z USDA przekuwa na język praktycznych wskazówek: „na to pomaga to, ale pamiętaj, dlaczego – i gdzie są granice”.
Struktura jest podporządkowana użytkowości: punkt wyjścia stanowi zwykle dolegliwość, dopiero potem pojawiają się konkretne rośliny, mechanizmy działania, dawki, zastrzeżenia. W rezultacie czyta się to raczej jak poważny podręcznik domowej apteczki niż „słownik ziół”. Imponuje liczba przywoływanych gatunków i badań, ale ważniejsze jest coś innego: Duke konsekwentnie próbuje pogodzić ludową tradycję z medycyną opartej na dowodach. Potrafi powiedzieć wprost, że jakaś roślina jest bardziej legendą niż lekiem, a inną – dobrze znaną w wiejskich podaniach – dyskretnie podeprzeć cytatem z literatury naukowej. Ten brak ślepego entuzjazmu odróżnia „Zieloną aptekę” od wielu nowszych produkcji, w których każda przyprawa ratuje świat, a co najmniej wątrobę.