Śmierć Hitlera
Autor: Peter Watson, Ada Pietrowa
Wydawnictwo: Prószyński i Ska, 1997
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Śmierć Hitlera” to książka napisana z wyraźną intencją: zamknąć cały jarmark teorii spiskowych w jednym tomie i przypomnieć, że historia, zanim stanie się legendą, bywa przede wszystkim zbiorem brudnych, niekiedy chaotycznych dokumentów. Pietrowa i Watson biorą na warsztat ostatnie dni III Rzeszy bez cienia romantyzacji bunkra – to nie „Götterdämmerung”, lecz dosyć klaustrofobiczna kronika upadku, złożona z meldunków, protokołów i relacji ludzi, którzy mieli pecha znaleźć się zbyt blisko wodza w jego ostatecznej fazie rozkładu. Zamiast kolejnej opowieści o „tajemniczym zniknięciu”, dostajemy obraz śmierci jako procesu administracyjnego: rozkazu, zamknięcia drzwi, strzału, protokołu sekcyjnego, późniejszych manipulacji.
Najciekawszy w tej książce nie jest sam finał Hitlera – ten, w gruncie rzeczy, jest znany – lecz los jego zwłok i mit, który wokół nich narósł. Autorzy korzystają z odtajnionych radzieckich materiałów Smierszu i dokumentacji medyczno-sądowej, by pokazać, jak brak transparentności ZSRR przez dziesięciolecia karmił fantazje o U‑Bootach do Argentyny i „starym panu” gdzieś w Patagonii. Zderzenie suchych ekspertyz z późniejszą propagandą – zarówno radziecką, jak i zachodnią – tworzy tu osobliwy palimpsest: na jednym poziomie mamy „kto, kiedy, jak zginął”, na innym – „kto miał interes w tym, by w tę śmierć nie wierzono zbyt łatwo”. W tle przemyka zresztą cała galeria postaci drugiego planu: Bormann, funkcjonariusze radzieckich służb, lekarze sądowi – ludzie, którzy po wojnie oddali Hitlerowi ostatnią „przysługę”, stając się paliwem dla cudzych hipotez.
Styl Pietrowej i Watsona lokuje książkę między tradycyjną monografią a reportażem śledczym: jest dostatecznie rzeczowa, by nie drażnić zawodowego historyka, i wystarczająco narracyjna, by nie uśpić czytelnika technicznym żargonem. Nie znajdziemy tu fajerwerków interpretacyjnych na miarę Kershawa czy analiz psychologicznych z ambicjami szkoły frankfurckiej; to raczej solidna, źródłowa robota, która porządkuje bałagan w archiwach i na cmentarzu zbiorowym teorii spiskowych. W polskim kontekście lat 90., gdy rynek zalewały sensacyjne „odkrycia” o cudownym ocaleniu Führera, ta książka działała – i nadal działa – jak zimny kompres: przypomina, że koniec Hitlera był banalny, brutalny i ostateczny, a cała reszta to już tylko dowód, jak bardzo ludzkość nie lubi przyjmować do wiadomości zwykłej, nieefektownej śmierci tyrana.