Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8385593128
Wysyłka od: 15.00 PLN

Lawina
Autor: Desmond Bagley 

Wydawnictwo: AiB, 1993
Okładka: miękka 
Stan: dobry 
Uwagi: brak

O książce

„Lawina” to ten typ thrillera, który udaje, że jest jedynie sensacją o katastrofie, a po kilkudziesięciu stronach orientujemy się, że czytamy raczej akt oskarżenia przeciwko ludzkiej pysze, biurokratycznej głupocie i ślepocie wobec natury. Bagley przenosi akcję do odległego Hukahoronui – miasteczka na skraju niczego – i właśnie ta prowincjonalność jest tu kluczem: to nie spektakularny Nowy Jork ani alpejski kurort, lecz zapomniany zakątek Nowej Zelandii, gdzie decyzje zapadają w ciasnych gabinetach, a konsekwencje spadają w postaci tytułowej lawiny. Konstrukcja śledztwa komisji, z przesłuchaniami, raportami i rekonstruowaniem przebiegu wydarzeń, daje powieści formę literackiego dochodzenia – bardziej „raport o katastrofie” niż klasyczna przygodówka.

Bagley, jak to ma w zwyczaju, z lubością zanurza się w techniczne szczegóły – geologię stoków, strukturę śniegu, specyfikę górniczego miasteczka. Nie robi tego jednak dla samej encyklopedycznej pedanterii: owe szczegóły służą tu jako rekwizyty w procesie, w którym na ławie oskarżonych zasiadają zarówno konkretne osoby, jak i cały system zależności ekonomiczno‑społecznych. Dzięki retrospekcjom i wielogłosowemu relacjonowaniu wydarzeń, poszczególni świadkowie nie są tylko funkcjami fabuły – ich drobne animozje, uprzedzenia, ambicje i tchórzostwo składają się na mozaikę winy rozproszonej, w której trudno wskazać jednego „złego”, ale bardzo łatwo dostrzec mechanizm prowadzący do katastrofy. To literatura popularna, ale o wyraźnym temperamencie quasi‑dokumentalnym.

W ramach twórczości Bagleya „Lawina” zajmuje miejsce dość osobne: mniej tu egzotycznej „przygodowości” w stylu klasycznego thrillera szpiegowskiego, więcej zimnej analizy, jak małe społeczności i instytucje ignorują ostrzeżenia, dopóki nie jest za późno. Można tę powieść czytać jako wcześniejszą kuzynkę współczesnych narracji katastroficznych – od filmów o kataklizmach po raporty pokontrolne po realnych tragediach. Polski przekład Andrzeja Gostomskiego, pozbawiony przesadnych udziwnień, dobrze oddaje rzeczowy, suchy ton Bagleya; to proza, która nie próbuje nas olśnić stylistycznie, tylko metodycznie wciągnąć w tok przesłuchań, aż czytelnik sam zaczyna zadawać pytania w stylu dociekliwego członka komisji. Lawina jest tu fizyczna, ale i metaforyczna: to morał o tym, jak długo można ignorować narastające, drobne sygnały, zanim cały stok – i cały porządek społeczny – ruszy w dół.