Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788365739681
Wysyłka od: 15.00 PLN

Dziwka
Autor: Anna Mazurek 

Wydawnictwo: korporacja ha!art
Okładka: miękka 
Stan: dobry plus
Uwagi: brak

O książce

„Dziwka” Mazurek zaczyna się jak kryminał noir, ale bardzo szybko okazuje się, że trup w lesie jest tu pretekstem, nie celem. Sprawa Weroniki – ofiary, uczestniczki sceny BDSM, figury „dziwki”, którą łatwo skazać jeszcze przed wyrokiem – zostaje rozmontowana na czynniki pierwsze nie na komisariacie, tylko w głowie Mery, reżyserki wracającej do rodzinnego miasta. Mazurek wykorzystuje schemat dochodzenia jak obudowę dla czegoś znacznie mniej komfortowego: badania, jak społeczeństwo wytwarza ofiarę i jaką ulgę daje nazwanie jej „samej sobie winnej”. Mrok barów, darkroomów i leśnych ostępów jest tu w gruncie rzeczy jaśniejszy niż komentarze w internecie.

To proza bardzo świadoma współczesnych mediów i ich języka. W tle snuje się chór portali, social mediów, komentarzy – tania moralistyka podszyta ciekawością podglądacza. Mazurek pokazuje, jak przemoc fizyczna i symboliczna splatają się w jeden obieg: to, co dzieje się z ciałem Weroniki, ma swój dalszy ciąg w obiegu jej wizerunku, w tym, jak jest opowiadana i klasyfikowana. BDSM, który bywa w literaturze egzotycznym gadżetem, tutaj służy raczej jako soczewka: ujawnia, że cała struktura społeczna opiera się na zgodzie i jej braku, na władzy, na kontrakcie, który jedni mogą bezkarnie łamać, a innym nigdy nie zostanie uznany.

Formalnie „Dziwka” jest debiutem zaskakująco dojrzałym: Mazurek nie boi się oniryzmu, rozchwianej perspektywy, chwilami pisze jak ktoś, kto widział sporo kina i nie wstydzi się wizualnego myślenia. To noir po przejściach: zamiast cynicznego detektywa – reżyserka, zamiast klasycznej zagadki – rozpadające się lustro, w którym odbija się patriarchalna wyobraźnia. Książka jest „niewygodna” nie dlatego, że epatuje brutalnością – tego mieliśmy w literaturze pod dostatkiem – ale dlatego, że z irytującą konsekwencją pokazuje, jak łatwo czytelnik sam wchodzi w rolę sędziego. Tytuł, na pierwszy rzut oka prowokacyjny, okazuje się pytaniem: kto właściwie tu kogo nazywa „dziwką” i z jaką przyjemnością to robi?


Polecamy