Nasza tysiącletnia Europa
Autor: Jerzy Kłoczowski
Wydawnictwo: Świat Książki 2010
Okładka: twarda
Stan: bardzo dobry
Uwagi: brak
O książce
„Nasza tysiącletnia Europa” to książka pisana z perspektywy człowieka, który nie tylko zna archiwa, ale i współtworzył intelektualne zaplecze polskiej obecności w Europie po 1989 roku. Kłoczowski nie proponuje tu „historii Europy” w stylu grubych, syntetycznych cegieł, raczej długi esej, w którym faktografia jest podporządkowana jednemu pytaniu: czym właściwie jest Europa jako projekt cywilizacyjny i czy mamy prawo mówić o jakiejkolwiek ciągłości od średniowiecza po Unię Europejską? Charakterystyczne dla autora jest przesunięcie środka ciężkości: Europa to nie tylko Paryż, Rzym i Londyn, lecz także – a dla niego wręcz przede wszystkim – „druga Europa”, środkowo‑wschodnia, z jej bardzo własnym doświadczeniem pogranicza, rozbicia, totalitaryzmów.
Kłoczowski pisze językiem profesora, który woli szeroki łuk od łatwych puent. To proza gęsta od skrótów myślowych i założeń, które przeciętny podręcznik musiałby rozpisywać na całe rozdziały. Średniowiecze – jego ulubiona epoka – nie jest tu antraktem przed „prawdziwą nowoczesnością”, lecz czasem, w którym rodzą się fundamentalne napięcia: między Rzymem a Bizancjum, centrum a peryferiami, chrześcijaństwem a rodzącą się pluralizacją kulturową. Mapy, tabele, zdjęcia nie są ozdobą albumową, ale polemiką z potocznym wyobrażeniem Europy: geografię i granice trzeba tu przyjąć jako ruchomy, historyczny konstrukt, a nie święty kontur z podręcznika do WOS‑u. Uczciwie warto dodać: czytelnik szukający narracyjnego „flow” w stylu Normana Daviesa może się miejscami znużyć; kto szuka myślowego rusztowania, będzie miał wrażenie dobrze poprowadzonego seminarium.
Najciekawszy jest chyba wymiar normatywny tej książki. Kłoczowski nie ukrywa, że pisze z pozycji zwolennika integracji europejskiej, ale jego argumentacja nie jest politycznym felietonem, tylko próbą pokazania, że bez pamięci o tysiącletnim tle – o wspólnej łacińskiej i grecko‑bizantyjskiej matrycy, o traumach XX wieku, o „krajobrazie po totalitaryzmach” – debata o Europie redukuje się do księgowości budżetowej. „Nasza tysiącletnia Europa” najlepiej sprawdza się jako książka korekcyjna: prostuje zachodnie uproszczenia o „dzikim Wschodzie” i nasze, lokalne złudzenia, że jesteśmy jedynie ofiarą historii, a nie współtwórcą kontynentalnego dziedzictwa. Dla kogoś, kto chce widzieć Europę nie jako chwilowy układ polityczny, lecz długie trwanie cywilizacji, to lektura wymagająca, ale wciąż zaskakująco aktualna.