Blisko domu
Autor: Erskine Caldwell
Wydawnictwo: Prószyński i Ska, 1994
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
Erskine Caldwell w Blisko domu nie tyle opisuje Południe Stanów Zjednoczonych, co je rozbraja — warstwa po warstwie, z uporem godnym antropologa i złośliwością godną satyryka. To nie jest powieść o miłości, zdradzie czy majątku, choć wszystkie te elementy są obecne. To opowieść o tym, jak społeczna struktura, zbudowana na rasizmie, konwenansie i fałszywej moralności, potrafi zniszczyć wszystko, co żywe. Native Hunnicutt, bohater o wdzięku południowego cwaniaka, nie jest ani ofiarą, ani sprawcą — jest katalizatorem, który uruchamia mechanizmy przemocy, ukryte pod fasadą dobrego wychowania i lokalnych wartości.
Caldwell nie sili się na psychologiczne niuanse — jego postaci są ostro zarysowane, niemal karykaturalne, ale właśnie dzięki temu groteska nabiera siły. Maebelle, wdowa z majątkiem, i Josene, młoda Mulatka, nie są tu tylko kobietami — są figurami w społecznej grze, której reguły ustalono dawno temu, a której nikt nie ma odwagi zmienić. Proces sądowy o „czystość rasy”, linczowe nastroje, absurdalne konflikty — wszystko to pokazuje, że Południe nie potrzebuje potworów, by być przerażające. Wystarczy codzienność, wystarczy sąsiedzi. Narracja prowadzona jest z ironicznym dystansem, ale nie ma w niej lekkości — jest ciężar, który wynika z prawdy, nie z stylizacji.
Blisko domu to powieść krótka, ale gęsta. Nie ma tu miejsca na rozwlekłe opisy czy sentymentalne sceny. Jest za to język — ostry, rytmiczny, pełen lokalnego kolorytu. Caldwell nie moralizuje, nie tłumaczy, nie usprawiedliwia. Pokazuje. A to wystarczy, by czytelnik poczuł dyskomfort, który nie znika po zamknięciu książki. To nie jest literatura, która chce się podobać. To literatura, która chce coś powiedzieć — i robi to bez pardonu.