Peter Nimble i magiczne oczy
Autor: Auxier Jonathan
Wydawnictwo: Juka91, 2011
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
książce
„Peter Nimble i magiczne oczy” to książka napisana tak, jakby Jonathan Auxier odkurzył w antykwariacie dawno zapomnianą powieść przygodową z XIX wieku i postanowił ją przepisać na nowo – tym razem z pełną świadomością, że jego bohater jest dzieckiem, sierotą i do tego niewidomym. Tytułowy Peter to nie tyle „sympatyczny łobuziak”, ile raczej dziecko wypchnięte na margines, które nauczyło się wykorzystywać swoją ułomność jako przewagę; jego palce widzą za niego, a świat przedstawiony jest jak wielka skrzynia z zamkami, które tylko on potrafi otworzyć. Motyw szkatułki z trzema parami magicznych oczu jest tu niemal symboliczny – każde z nich otwiera nie tylko inny wymiar przygody, ale i inny sposób patrzenia na siebie i rzeczywistość, w sposób znacznie subtelniejszy, niż sugerowałby nieco „baśniowy” tytuł.
Auxier bardzo świadomie sięga po rekwizyty starej, dobrej literatury przygodowej: tajemnicza wyspa, zaginione królestwo, wyprawa ratunkowa, groteskowe figury dorosłych. Nie ma tu jednak nostalgicznego pastiszu w stylu „jak to drzewiej bywało”, lecz raczej zręczne przejęcie formuły i wpisanie w nią współczesnej wrażliwości. Sir Spląt – ów kuriozalny stwór pół‑kot, pół‑koń – brzmi jak żart wymyślony na marginesie, ale sprawdza się jako klasyczny „wierny giermek”, z domieszką absurdu, który odciąża poważniejsze wątki. Co istotne, autor nie traktuje niewidomości Petera jako ornamentu czy łatwego źródła litości: to narzędzie narracyjne i etyczne zarazem, wymuszające inne rozłożenie akcentów w scenach akcji i w opisie świata, a przy okazji rozmontowujące stereotyp „kalekiego bohatera, który musi zostać nagrodzony”.
W warstwie językowej i konstrukcyjnej Auxier zdradza sporą erudycję czytelnika wychowanego na Stevensonach, Barriech, Carrollach i Baumach, ale potrafi przyspieszyć tempo zgodnie z oczekiwaniami współczesnego nastolatka. Rozdziały zazwyczaj kończą się wyraźnymi zawiasami fabularnymi, ale fabuła nie zamienia się w bezduszną maszynę cliffhangerów – autor zostawia miejsce na dziwność, na epizody pozornie zbędne, które budują osobliwy klimat opowieści. Dla młodego czytelnika to przede wszystkim sprawnie napisana, gęsta przygoda; dla kogoś bardziej doświadczonego będzie to przyjemna okazja, by zobaczyć, jak tradycja „powieści dla chłopców i dziewcząt” została przełożona na współczesny język, bez zubożania moralnej i wyobraźniowej skali. To jedna z tych pozycji, które bez wstydu można postawić obok nowszych wydań klasyki na półce „do podczytywania nocą, niekoniecznie tylko w wieku 12 lat”.