Autosugestia. Jak myśleć pozytywnie
Autor: Anselm Grun
Wydawnictwo: WAM, 2000
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Autosugestia. Chrześcijańska sztuka pozytywnego myślenia” to przykład tego, jak benedyktyn z klasztoru w Münsterschwarzach potrafi zrobić porządek w czymś tak ulotnym, jak wewnętrzny monolog. Grün nie sprzedaje „sekretu sukcesu” w kościelnym opakowaniu, tylko bierze na warsztat bardzo konkretne zdania, które ludzie powtarzają sobie latami: „nic nie potrafię”, „zawsze zawalam”, „Bóg na mnie patrzy z rozczarowaniem”. Rdzeniem książki jest obserwacja, że to właśnie te krótkie formuły – jak mantry w wersji destrukcyjnej – stają się samosprawdzającymi się proroctwami i powoli modelują czyjeś życie duchowe, emocjonalne, a czasem i zawodowe.
W odróżnieniu od psychologii popularnej, która lubi zatrzymać się na „myśl pozytywnie”, Grün jest mnichiem z biblioteką w tle: sięga do tradycji Ojców Pustyni, do biblijnych „słów życia”, do dawnego przekonania, że człowieka kształtują logoi – słowa, które w sobie nosi. Proponowane przez niego „pozytywne myśli” nie są więc pustym dopingiem, ale raczej próbą wymiany toksycznych autosugestii na zdania zakorzenione w chrześcijańskiej antropologii: o godności, przebaczeniu, zaufaniu. Co istotne, autor nie obiecuje cudów po tygodniu praktykowania – wyraźnie traktuje pracę z myślami jak ćwiczenie duchowe, coś w rodzaju cichej, codziennej ascezy języka wewnętrznego.
Z praktycznego punktu widzenia książka jest krótka, celowo niemal „kieszonkowa”: bardziej przypomina notatnik z rekolekcji niż akademicki traktat. Stąd różne polskie wcielenia tego samego tekstu – raz jako „Jak myśleć pozytywnie” z początku wieku, później jako „Chrześcijańska sztuka pozytywnego myślenia” w nowszym wydaniu – z odmienną liczbą stron i innymi danymi katalogowymi, choć treść wyrasta z tego samego niemieckiego „Einreden”. Dla czytelnika zasadnicze pozostaje jednak to samo: otrzymuje propozycję, by przyjrzeć się własnemu słownikowi wewnętrznemu i – bardzo po benedyktyńsku – zacząć powoli zamieniać słowa, które go ranią, na te, które mogą go wreszcie zbudować.