Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788361386001
Wysyłka od: 15.00 PLN

Miasto słońca
Autor: David Levien 

Wydawnictwo: Papierowy  Księżyc
Okładka: miękka 
Stan: dobry 
Uwagi:
brak

O książce

„Miasto Słońca” to ten rodzaj kryminału, który zaczyna się jak dobrze znany koszmar – zniknięte dziecko, bezradni rodzice, śledztwo, które dawno utknęło w martwym punkcie – a jednak szybko okazuje się, że Levien nie ma najmniejszej ochoty na melodramatyczną ckliwość. Interesuje go nie tyle sam punkt wyjścia, ile to, co dzieje się z ludźmi po czternastu miesiącach życia w próżni. Matka i ojciec Jamiego są już dawno poza etapem „apelujemy o informacje”, za to głęboko w rozpadzie małżeństwa, psychiki i wiary w instytucje. W tym momencie pojawia się Frank Behr – nie jako wybawiciel z plakatu, lecz człowiek noszący własną żałobę jak pancerz. Powieść od początku ma więc ton bardziej przygnieciony niż efektowny: bliżej jej do czarnego obyczaju niż do błyszczącego thrillera z „genialnym tropem”.

Levien, jako scenarzysta, nie wstydzi się klasycznych chwytów suspensu – umie kończyć rozdziały w pół zdania, dobrze dawkuje przemoc i odkrywanie kolejnych kręgów piekła, do którego prowadzą poszukiwania chłopca. Ale o sile „Miasta Słońca” decyduje raczej sposób, w jaki autor rozkłada akcenty: to nie jest wyścig z czasem, tylko mozolne, miejscami beznadziejne grzebanie w brudach współczesnej Ameryki Środkowego Zachodu. Indianapolis wypada tu jak miasto bez twarzy, typowy „flyover country”, gdzie przestępczość zorganizowana ma prowincjonalny, ale przez to jeszcze bardziej wiarygodny wymiar. Kiedy fabuła przesuwa się w stronę tytułowego „Miasta Słońca”, nie mamy do czynienia z mistyczną metaforą, lecz z bardzo przyziemnym, brutalnym mechanizmem wykorzystującym ludzi jak surowiec. To raczej reportaż z jądra systemu niż gotycki spektakl.

Frank Behr jest konstrukcją świadomie „szorstką”: to typ, który mógłby zamieszkać obok Harry’ego Boscha Connelly’ego czy wczesnego Kena Bruena – prywatny śledczy, którego moralność jest mniej kodeksem, bardziej odruchem. Levien na szczęście nie zamienia jego traumy rodzinnej w tani ornament; przeszłość Behra nie służy tu do wzruszania, tylko do uzasadnienia jego uporu i skłonności do przekraczania granic. „Miasto Słońca” dobrze sprawdzi się u czytelników, którzy oczekują od kryminału czegoś więcej niż krzyżówki do poduszki: wątek śledczy jest sprawnie poprowadzony, ale to nadszarpnięta wiara w społeczne instytucje i portret zdesperowanego ojca budują ciężar tej książki. Nie jest to literatura rewolucyjna, lecz w swoim gatunku – gęsty, uczciwie mroczny thriller, w którym ciemność wynika z ludzi, nie z dekoracji.