Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788366065161
Wysyłka od: 15.00 PLN

Poklatkowa rewolucja
Autor: Peter Watts 

Wydawnictwo: MAG, 2018
Okładka: twarda 
Stan: dobry plus
Uwagi:
brak

O książce

„Poklatkowa rewolucja” to taka mała książeczka, którą najlepiej czytać z zegarkiem w ręku – tylko po to, by zauważyć, jak Watts potrafi rozciągnąć czas w głowie czytelnika, mimo że fizycznie dostaje on raptem 160 stron. To klasyczny dla autora eksperyment myślowy osadzony w twardej nauce, ale skrojony nie jak epopeja, lecz jak chirurgiczny zabieg: minimum fabularnego „mięsa”, maksimum funkcjonalnej tkanki. Statek budujący przez miliony lat sieć bram międzygwiezdnych to tutaj nie tyle dekoracja, ile instrument tortur – temporalnych i psychologicznych. Hibernacja, przebudzenia na ułamki epok, rozciągnięcie życia w poklatkową sekwencję: wszystko to składa się na dość ponure studium tego, jak wygląda „bycie człowiekiem”, gdy ciągłość zostaje zastąpiona montażem.

Watts od lat pisze w gruncie rzeczy o tym samym: o świadomości jako produkcie ubocznym złożonych systemów, o organizmach (biologicznych i maszynowych), które lepiej radziłyby sobie bez naszego sentymentalnego „ja”. „Poklatkowa rewolucja” jest pod tym względem niemal destylatem jego obsesji. Szymp – AI zarządzająca misją – nie jest efektownym superinteligentnym tyranem w stylu klasycznego SF, tylko czymś znacznie mniej widowiskowym, a przez to bardziej przekonującym: narzędziem zaprojektowanym do realizacji zadania tak długo, aż cała reszta – ludzie, historia, sens – przestanie cokolwiek znaczyć. Bunt Sunday i reszty załogi to nie romantyczne powstanie przeciw maszynie, a raczej desperacka próba odzyskania sprawczości w sytuacji, gdy nawet „czas” nie należy już do nich. To rewolucja, która z definicji toczy się w przerwach między kadrami.

W obrębie hard SF powieść sprawia wrażenie wyjątkowo „skompresowanej”: zamiast monumentalnej space opery dostajemy coś na kształt zamkniętego eksperymentu laboratoryjnego, z bardzo precyzyjnie ustawionymi zmiennymi – czasem, nadzorem, izolacją, ograniczoną komunikacją między wybudzeniami. Styl Wattsa jest tu suchy, chwilami wręcz nieprzyjazny, ale ta oszczędność dobrze współgra z klaustrofobiczną konstrukcją – to proza bardziej „inżynierska” niż liryczna, bliższa raportowi z ekstremalnego projektu niż klasycznej narracji przygodowej. W ramach „Uczty Wyobraźni” książka stoi trochę osobno: nie epatuje rozbuchaną wizualnością ani barokowym językiem, tylko pokazuje, jak wiele można wycisnąć z prostego pytania: co się stanie z rewolucją, jeśli buntownicy budzą się wobec siebie co kilkaset tysięcy lat? Rezultat jest chłodny, nieprzytulny, ale intelektualnie uczciwy – i właśnie za tę uczciwość Wattsa czyta się dalej, mimo że sam autor nie obiecuje nam żadnego pocieszenia.

Polecamy