Żyjąca planeta | Portret Ziemi
Autor: David Attenborough
Wydawnictwo: Wilga, 1997
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce:
„Żyjąca planeta” to książka pisana z perspektywy człowieka, który zna Ziemię w sposób niedostępny fotelowym ekologom. Attenborough potrafi spojrzeć na naszą planetę jak na organizm złożony z tysięcy splatających się układów: geologiczne procesy kształtują scenę, klimat reżyseruje spektakl, a każdy gatunek — od porostu po wieloryba — gra własną rolę, zależną od całego ansamblu. Największą siłą tej książki jest subtelne odsłanianie logiki ewolucyjnej: to nie „cud natury”, ale miliardy lat prób i błędów, z których wynikają maski ciepłolubnych drzew iglastych i fizyka skrzydeł albatrosa.
Attenborough nie filozofuje w próżni. Każdy rozdział to podróż terenowa: Nepalskie doliny, mroźna Arktyka, lasy mgielne Andów, rafy koralowe. Autor pokazuje, jak rośliny i zwierzęta testują granice możliwości: pióra, futra, kolce, strategie rozrodcze — wszystko podporządkowane jednemu celowi: przetrwać w warunkach, do których nie zostały stworzone, lecz powoli się ukształtowały. Zauważalny jest także reporterski zmysł budowania scen — atak tygrysa wśród bambusów nie potrzebuje filmowej kamery, by w wyobraźni czytelnika przyjąć formę ruchomego obrazu.
Kulminacją tej podróży jest pojawienie się człowieka w roli twórcy „nowych światów”: pól uprawnych, miast, zanieczyszczonych mórz. Bez histerii, za to z chłodnym przypomnieniem — jesteśmy największą siłą tektoniczną współczesności. Nie ma tu świętego oburzenia, jest świadomość odpowiedzialności: przetrwanie lasów tropikalnych czy raf koralowych nie jest kwestią „pomocy naturze”, a decyzji o tym, jaką Ziemię chcemy pozostawić kolejnym pokoleniom. „Żyjąca planeta” to portret świata, który jeszcze oddycha pełną piersią, ale którego puls bije w tym samym rytmie co ludzkie fabryki, elektrownie i złe pomysły na przyszłość. Właśnie dlatego książka z 1997 roku nadal brzmi niepokojąco aktualnie.