Jak żyć z właścicielem neurotycznego kota
Wydawnictwo: Wiedza i Życie, 1996
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książće
„Jak żyć z właścicielem neurotycznego kota” Stephena Bakera to jeden z tych tytułów, które w księgarni zwykle bierze się do ręki „na próbę”, po czym nagle orientuje się, że minęło pół godziny, a człowiek stoi oparty o regał i chichocze jak nastolatek. Baker wychodzi z prostego, a zarazem przewrotnego założenia: w relacji kot–człowiek stroną wymagającą opieki, objaśniania świata i cierpliwej tresury jest istota dwunożna. Z tą myślą tworzy pseudo-poradnik, który z całą powagą podręcznika psychologii klinicznej rozbiera na czynniki pierwsze zachowania osób żyjących pod jednym dachem z kotem. Rezultat jest czymś między satyrą obyczajową a lekką antropologią domowego ogniska, przeprowadzoną z kociej perspektywy.
Baker swobodnie żongluje językiem poradników, podręczników behawioralnych i psychoanalitycznych, ale stosuje je do zjawisk dobrze znanych każdemu, kto kiedykolwiek dzielił mieszkanie z futrzanym tyranem. Pojawiają się tu „syndromy” właścicieli, ich rytuały i obsesje: rozmowy z kotem jak z równorzędnym partnerem, poczucie winy przy każdym wyjeździe, irracjonalne inwestycje w zabawki, z których zwierzę gardzi każdą poza najtańszą. Autor traktuje te zachowania z udawaną naukową powagą, układa je w quasi-klasyfikacje, proponuje „strategie przetrwania” i „metody postępowania” z człowiekiem, który w imię miłości do kota traci resztki zdrowego rozsądku. Dzięki temu czytelnik odnajduje w książce nie tylko humor sytuacyjny, ale i subtelne prześmianie pewnego stylu życia, gdzie zwierzę domowe staje się lustrem ludzkich lęków, samotności i potrzeby czułości.
Osobny urok tomu stanowią ilustracje Bakera – proste, lekko karykaturalne rysunki, które pełnią funkcję komentarzy, dopowiedzeń, czasem małych, wizualnych puent. Rysunki współtworzą rytm lektury: tekst nie jest tu zwartą ścianą słów, raczej serią mini-scenek, aforyzmów i krótkich obserwacji, które można czytać zarówno ciągiem, jak i „po kawałku”.
„Jak żyć z właścicielem neurotycznego kota” dobrze sprawdza się jako prezent dla kociarzy, ale jeszcze lepiej – jako lustro podsunięte pod nos komuś, kto z przekonaniem twierdzi, że nad wszystkim panuje, podczas gdy to kot od dawna obsadza się w roli reżysera domowych dramatów i fars. Książka ma rozmiar raczej kieszonkowego żartu, ale kryje w sobie całkiem celne rozpoznanie: w epoce nadopiekuńczości to ludzie wymagają oswojenia, a nie ich zwierzęta.