Kod Biblii
Autor: Michael Drosnin
Wydawnictwo: CIS & WAB, Warszawa, 1998
Okładka: twarda
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Kod Biblii” Drosnina to podręcznik współczesnego millenaryzmu w wersji na PC: zamiast proroka – dziennikarz, zamiast objawienia – algorytm, zamiast groźnego anioła – Excel. Autor bierze na warsztat popularną w kręgach żydowskich matematyków i kabalistów zabawę w równomierne odstępy literowe w tekście Tory i zamienia ją w opowieść o rzekomym superkomputerze historii, który od tysięcy lat przechowuje zaszyfrowane zapisy zamachów, wojen i katastrof. Kluczowy jest motyw Icchaka Rabina – nazwisko premiera, zestawione w macierzy liter z frazą „zabójca, który zabił”, ma stanowić dowód, że Biblia nie tylko interpretuje przeszłość, lecz wręcz wysyła faksy z przyszłości.
Styl Drosnina nosi wszystkie cechy pisarstwa dziennikarza, który odkrył temat życia: reportażowy nerw, krótkie sceny, dramatyzowanie każdego telefonu, każdej rozmowy z „ekspertem od kodu”, obowiązkowe napięcie rodem z thrillera politycznego. Nie ma tu dystansu naukowego; są natomiast sugestywne opisy spotkań z Rabinem, gorączkowe próby ostrzeżenia świata, atmosferę „ostatnich ostrzeżeń” przyprawia się matematycznymi terminami, które mają działać jak naukowy lakier ochronny. W gruncie rzeczy książka operuje logiką horoskopu: im bardziej niejasne i wieloznaczne są układy liter, tym więcej można w nich później odnaleźć – pod warunkiem, że zna się już wynik.
W szerszym pejzażu literatury okołoreligijnej „Kod Biblii” stoi bliżej „Świata według Nostradamusa” niż poważnych prac z zakresu statystyki czy biblistyki. To ciekawy dokument pewnego nastroju końca XX wieku: potrzeby, by święty tekst zamienić w twardy dysk, na którym zapisano przyszłe zamachy, katastrofy nuklearne i ratunek dla ludzkości, jeśli tylko zdołamy je „odkodować” na czas. Krytycy – od matematyków po biblistów – dość szybko wykazali, że tę samą metodą da się „odnaleźć” Hitlera, Michaela Jacksona czy katastrofę Titanica w „Wojnie i pokoju”, telefonicznej książce Nowego Jorku albo „Panu Tadeuszu”.