Strażnicy Złota
Autor: L.I. Albaum, B. Brentjes
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1982
Okładka: twarda
Stan: dobry
Uwagi: nieznaczne otarcia okładki
O książce
„Strażnicy Złota” to typowy produkt ambitnej, uczonej serii PIW‑u, ale tematycznie – zupełnie nietypowy jak na polskie półki z początku lat 80. Zamiast kolejnej opowieści o Grekach czy Rzymianach dostajemy świat „peryferyjny”, czyli tak naprawdę zapomniane centrum: stepy, oazy i miasta Azji Środkowej przed islamem. Albaum i Brentjes biorą za przewodników mityczne gryfy – tytułowych strażników złota – i prowadzą czytelnika przez sztukę, wierzenia i polityczne dzieje obszaru, który w podręcznikach szkolnych zwykle sprowadza się do jednego akapitu o Jedwabnym Szlaku. Tutaj ów „akapit” rozrasta się do kilkuset stron, gęstych od przykładów ikonograficznych, opisów znalezisk i erudycyjnych dygresji.
Największą siłą książki jest wizualno‑archeologiczne myślenie autorów. To nie jest sucha historia polityczna, lecz próba odczytania cywilizacji poprzez przedmioty: złote aplikacje, tkaniny, ścienne malowidła, kunsztowną biżuterię. Motyw gryfa pojawia się nie jako ładny ornament, ale jako klucz do mentalności – istota z pogranicza świata ludzi i skarbów, symbol straży nad bogactwem, lęków i marzeń społeczeństw żyjących na skrzyżowaniu szlaków handlowych. W tle majaczą Kuszanowie, Sogdianie, Baktria – państwa, które u nas funkcjonują co najwyżej jako nazwy krain z przypisu, a tutaj zostają wciągnięte na główną scenę. Styl jest jeszcze mocno „klasyczny”, miejscami ciężkawy, z nalotem marksistowskiej terminologii epoki, ale pod warstwą ideologicznego werniksu widać rzetelną robotę znawców, którzy naprawdę lubili swoje materiały.
Owszem, część interpretacji – zwłaszcza datowania, rekonstrukcje struktur państwowych czy wywody o klasach społecznych – dziś trąci myszką; czterdzieści lat archeologii w Azji Środkowej zrobiło swoje. Ale „Strażnicy Złota” wciąż są cennym przewodnikiem po ikonografii, motywach zdobniczych i ogólnej panoramie kultur sprzed islamu, a także – i to rzadkość – próbą opowiedzenia tej historii w sposób syntetyczny i atrakcyjny dla nie‑specjalisty. Dla kogoś, kto zbiera serię „Rodowody cywilizacji”, to pozycja obowiązkowa; dla czytelnika ciekawskiego, zainteresowanego dawnymi szlakami między Chinami a światem śródziemnomorskim – wciąż bardzo użyteczne wprowadzenie. Trzeba tylko pamiętać, że to książka, którą czyta się trochę jak dobrze zachowaną mapę sprzed reformy granic: topografia wciąż prawdziwa, ale niektóre linie należałoby sobie w myślach skorygować.