Alchemia Kariery
Autor: Jacek Santorski, Grzegorz Turniak
Wydawnictwo: Momentum, 2005
Okładka: miekka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Alchemia kariery” to dziecko swojego czasu – pierwszej dekady polskiego kapitalizmu, gdy słowo „kariera” przestało pachnieć peerelem i zaczęło brzmieć jak obietnica awansu cywilizacyjnego. Santorski, psycholog z biznesowym rodowodem, i Turniak, praktyk rynku pracy i networkingu, biorą na warsztat właśnie to słowo: wyciągają je z korporacyjnego żargonu i próbują oswoić jako proces osobisty, wręcz egzystencjalny. Stąd „alchemia”: kariera nie jest tu linią prostą ani tabelką w Excelu, tylko dość nieregularnym doświadczeniem przemiany, w którym chaos, błądzenie i intuicja są równie ważne jak plan, KPI i żelazna konsekwencja.
W odróżnieniu od anglosaskich poradników w stylu „zrób X, a po 30 dniach będziesz liderem”, ta książka ma wyraźny rys psychologiczny i – co dziś rzadkie – ton dość ludzki. Autorzy mówią o fazach rozwoju zawodowego jak o naturalnych etapach dojrzewania, a nie o „poziomach gry”, które trzeba jak najszybciej zaliczyć: okres otwarcia i eksperymentu, potem czas żmudnej pracy, uczenia się pokory wobec rzeczywistości i własnych ograniczeń, aż wreszcie momenty redefinicji i zmiany kursu. W tle stale przewija się motyw wiary – w siebie, w sens własnej drogi, ale też w ludzi, którzy mogą stać się sojusznikami. Ta kategoria, dziś spłaszczona do „networkingu”, u Santorskiego i Turniaka ma jeszcze wymiar bardziej relacyjny niż transakcyjny.
Oczywiście, „Alchemia kariery” pozostaje poradnikiem – są tu uproszczenia, gotowe ramy myślenia, pewna dawka optymizmu na kredyt. Ale na tle typowej literatury motywacyjnej książka wyróżnia się tym, że nie obiecuje czytelnikowi cudów w trzy tygodnie, tylko proponuje raczej zmianę sposobu patrzenia: z biernego „co mi się przytrafia” na aktywne „co ja z tym zrobię”. To pozycja szczególnie ciekawa jako dokument pewnej epoki: okresu, w którym polska klasa średnia uczyła się traktować własną ścieżkę zawodową jak projekt, a nie los na loterii. Dla współczesnego czytelnika będzie to raczej spokojny, refleksyjny przewodnik niż rewolucyjny manifest – ale właśnie w tej powściągliwości kryje się jej trwała użyteczność.