Nie trzeba mnie zabijać
Autor: Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski
Wydawnictwo: Agora, 2008
Okładka: twarda
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Nie trzeba mnie zabijać” to jedna z tych książek, które udowadniają, że historia XX wieku nie wyczerpała jeszcze swojej puli paradoksów. Los Aleksa Kurzema – żydowskiego dziecka, które trafia pod „opiekę” łotewskiego oddziału walczącego u boku Wehrmachtu, dostaje mundur Waffen‑SS i staje się jego maskotką – wygląda jak makabryczna parabola, a nie zapis wspomnień. Głuchowski i Kowalski korzystają z pamiętnika i relacji bohatera, ale nie oddają mu sceny bezrefleksyjnie: interesuje ich zarówno dramat indywidualny, jak i to, co ta pojedyncza biografia mówi o mechanizmach pamięci, wstydu i wypierania. Kurzem nie jest tu wyłącznie „ciekawym przypadkiem”, lecz człowiekiem, który przez większość życia próbował żyć tak, jakby przeszłość była obcą książką odłożoną na najwyższą półkę.
Autorzy unikają sentymentalnego patosu, bardziej przypominając chłodnych, choć poruszonych kuratorów wystawy niż klasycznych hagiografów ofiary. Dziecięca perspektywa – chłopca, który nie do końca rozumie, w czym uczestniczy – jest wykorzystana z premedytacją: to nie jest niewinne spojrzenie, ale spojrzenie zniekształcone, pełne luk, przemilczeń i późniejszych dopowiedzeń. W tym sensie książka jest również opowieścią o niepewności pamięci: o tym, jak wspomnienia są nadpisywane przez to, co chcemy o sobie myśleć, oraz jak późna próba „odzyskania tożsamości” wymaga odwagi porównywalnej z tą, którą wymuszały warunki wojenne. Reporterska narracja nie rozgrzesza, nie oskarża z góry – raczej próbuje uchwycić, jak wygląda życie z poczuciem, że było się jednocześnie ofiarą, świadkiem i akcesorium cudzego zła.
Na tle licznych relacji wojennych książka wyróżnia się właśnie dwuznacznością losu bohatera. Nie jest to historia „czystej” ofiary ani „klasycznego” sprawcy, ale kogoś, kto przeżył dzięki ludziom, którzy jednocześnie brali udział w eksterminacji jego narodu. Ten moralny skandal rzeczywistości wojennej Głuchowski i Kowalski opisują bez retorycznych fajerwerków, za to z reporterską cierpliwością i pewną, dyskretną ironią wobec naszej tęsknoty za prostymi podziałami. „Nie trzeba mnie zabijać” okazuje się przez to nie tylko opowieścią o jednym życiu, ale też ważnym głosem w dyskusji o tym, jak pisać i czytać o wojnie, gdy proste kategorie dobra i zła pękają pod naporem faktów.