Kresy
Autor: Jacek Kolbuszewski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie, 1995
Okładka: twarda
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Kresy” Kolbuszewskiego to nie jest jeszcze jedna nostalgiczna pocztówka z utraconego świata, tylko próba rozbrojenia całego tego sentymentalnego arsenału. Autor – literaturoznawca, a nie przewodnik turystyczny – traktuje Kresy przede wszystkim jako konstrukt wyobraźni: słowo, które przez dwa stulecia zapracowało na własną mitologię. Interesuje go mniej „jak tam było naprawdę”, a bardziej: jak mówiono, pisano i fantazjowano o tych ziemiach od romantyków po współczesność, jak rodził się obraz „Królestwa utraconego”, a jak wygląda jego późniejsze, PRL-owskie i posttransformacyjne życie w dyskursie publicznym.
Zaletą tej książki jest trzeźwość. Kolbuszewski zna na wylot kanon kresowy – od Sienkiewicza, przez Orzeszkową i Miłosza, po mniej oczywistych autorów pamiętnikarskich – i nie daje się uwieść ani łatwej idealizacji, ani równie łatwemu potępieniu. Z typowym dla dobrego humanisty uporem wraca do języka: pokazuje, skąd wzięło się samo słowo „Kresy”, jak zmieniało znaczenie, kiedy służyło za geograficzny opis, a kiedy za zaklęcie, mające unieważnić polityczną rzeczywistość. W tle cały czas obecne są kwestie pamięci zbiorowej, polonocentryczności perspektywy, przemilczeń dotyczących innych narodów tego samego terytorium – ale podane bez agresywnej publicystyki, raczej jako dyskretne korekty spojrzenia.
W serii „A to Polska właśnie” ta książka pełni funkcję dość przewrotną: zamiast utwierdzać w komfortowej legendzie, podsuwa czytelnikowi narzędzia, by legendę rozebrać na części. To lektura dla tych, którzy chcą zrozumieć, dlaczego słowo „Kresy” uruchamia całe zastępy klisz – od dworku szlacheckiego po stacje kolejowe na wschodzie – i co to mówi o polskiej potrzebie mitów założycielskich. Nie jest to przewodnik po Lwowie ani album z fotografiami – raczej esej o tym, jak literatura i pamiętnikarstwo stworzyły miejsce, które istnieje równie mocno na mapie wyobraźni, co na mapie politycznej, i dlaczego ta podwójna egzystencja wciąż komplikuje nasze rozmowy o historii.