Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 3 dni
Wysyłka od: 15.00 PLN

Nieobojętna przyroda
Autor: Siergiej Eisenstein

Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, 1975
Okładka: twarda 
Stan: dobry

Uwagi: brak

O książce

„Nieobojętna przyroda” to jedna z tych książek, które kompromitują naiwne wyobrażenie, że teoria filmu to parę uwag o kadrowaniu i montażu. Eisenstein pisze traktat z pogranicza estetyki, psychologii percepcji i – bądźmy szczerzy – metafizyki formy, wykorzystując kino jedynie jako szczególnie wrażliwy instrument. Tytułowa „nieobojętność” natury oznacza tu, że świat – i ten zewnętrzny, i nasza wewnętrzna „natura” – nie jest neutralnym tłem dla artysty, lecz materiałem już naładowanym emocją, skojarzeniami, rytmami. Reżyser nie tyle „przedstawia” rzeczywistość, ile synchronizuje jej ukrytą dynamikę z dynamiką widza.

To, co w podręcznikach pochłonięto pod suchym hasłem „teoria montażu Eisensteina”, w „Nieobojętnej przyrodzie” rozrasta się w szeroką koncepcję organicznej formy. Autor analizuje, jak linia, rytm, proporcja, ruch kamery i kompozycja kadru mogą nie tylko coś pokazać, ale wręcz wywołać określony stan – patos, napięcie, uniesienie – w sposób niemal fizjologiczny. Film staje się tu kontynuacją dawnych sztuk: katedry, ikony, tragedii greckiej, ale także przyrodniczych struktur – spiral, fraktalnych powtórzeń, cykli. W tym sensie książka jest paradoksalnie mniej „filmologiczna”, a bardziej „kosmologiczna”: chodzi o to, jak artysta wpisuje się w porządek natury, aby go przetworzyć, a nie jak konstruuje kolejną efektowną scenę.

Duża część uroku (i trudności) tej pozycji polega na tym, że czyta się ją jak notatnik genialnego reżysera, który postanowił połączyć warsztat z filozofią. Eisenstein skacze od przykładów filmowych do Rembrandta, od geometrii do teorii emocji, od biografii artysty do analizy pejzażu, ale nad tą pozorną dygresyjnością czuwa upór jednej idei: sztuka jest zawsze ekspresją „nieobojętnej” natury – tej na zewnątrz i tej, która kształtuje wrażliwość twórcy. Dla czytelnika, który szuka prostych recept na „jak robić filmy”, będzie to lektura męcząca; dla kogoś, kto traktuje kino jako przedłużenie wielkiej tradycji refleksji o formie, to jedna z ostatnich tak ambitnych prób napisania ogólnej teorii sztuki ręką praktyka, który umiał przełożyć spekulację na konkret obrazu.