Uciekinier z utopii. O poezji Zbigniewa Herberta
Autor: Stanisław Barańczak
Wydawnictwo: Wrocław, 1994
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Uciekinier z utopii” to ta rzadkiego gatunku książka krytycznoliteracka, która starzeje się wolniej niż opisywana przez nią poezja, a na pewno wolniej niż język akademickiej polonistyki lat 80. Barańczak pisze o Herbercie jak równy z równym: nie jak filolog, który rozkłada utwór na czynniki pierwsze, tylko jak poeta i intelektualista, który wchodzi w spór z cudzym światopoglądem, rozumiejąc go lepiej, niż czasem rozumieją go najzagorzalsi wielbiciele. Tytułowy „uciekinier z utopii” to nie ozdobnik, lecz diagnoza – Herbert jest tu poetą, który raz na zawsze porzucił złudzenia zbiorowych zbawień, a jednocześnie nie wpadł w wygodny nihilizm. Z tej perspektywy Barańczak czyta całą jego twórczość: jako zapis nieustannego balansowania między sceptycyzmem a przywiązaniem do „imponderabiliów”.
Książkę najlepiej traktować nie jak monografię w dzisiejszym, biurokratycznym sensie, ale jako cykl esejów krążących wokół kilku obsesyjnych tematów: ironii, antynomiczności sądów moralnych, mechanizmów językowej mistyfikacji i odpowiedzialności za słowo. Barańczak ma rzadką umiejętność: potrafi nazwać po imieniu to, co u Herberta przeczuwamy, lecz czego nie umiemy do końca uchwycić – choćby podwójność jego ironii, która nie służy rozbrojeniu wartości, lecz ich obronie przed patosem i frazesem. Podział książki na części typu „Nieporozumienia”, „Antynomie”, „Demaskacje” nie jest suchym katalogiem zagadnień, tylko mapą pól minowych: autor krok po kroku unieszkodliwia najprostsze klisze interpretacyjne („poeta moralista”, „klasycysta”, „poeta polityczny”), pokazując, że Herbert jest jednocześnie wszystkim tym i niczym z osobna.
Na tle ówczesnej krytyki „Uciekinier z utopii” wygląda jak wykład z tego, jak można pisać o literaturze poważnie, nie popadając w żargon ani w nabożność. Zdania są klarowne, czasem ostentacyjnie trzeźwe, ale pod tą klarownością czuć precyzję poety przyzwyczajonego do ważenia każdego słowa. Nie jest to książka „dla specjalistów” – raczej dla czytelnika, który przeczytał Herberta z przyjemnością, ale ma poczucie, że pod powierzchnią dzieje się więcej, niż potrafi sobie poukładać. Dziś, gdy Herbert bywa wtłaczany w szkolny schemat „poety moralności” albo w patetyczny pomnik, eseje Barańczaka pozostają jednym z najskuteczniejszych antidotów: przywracają poecie jego trudność, jego ironię i jego niezgodę na każdą gotową utopię – także tę interpretacyjną.