Imperium Americanum?
Autor: Tadeusz A. Kisielewski
Wydawnictwo: Trio, 2004
Okładka: miekka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Imperium Americanum?” to książka napisana w bardzo konkretnym momencie historycznym – w cieniu 11 września, pierwszej wojny w Afganistanie i najazdu na Irak – i ten czasowy odcisk czuć w niej na każdej stronie. Kisielewski nie zachowuje się tu jak typowy profesor stosunków międzynarodowych, który buduje katedrę z teorii, a dopiero potem wpuszcza do środka fakty. Raczej odwrotnie: bierze brudną, pełną sprzeczności materię polityki USA po zimnej wojnie i dopiero z niej wydobywa wzór hegemonii. Irak jest tu nie tyle „przypadkiem”, ile papierkiem lakmusowym amerykańskiego przywództwa – sposobem, w jaki mocarstwo przekuwa traumę 11 września w nową legitymizację siły.
Najciekawszy jest sposób, w jaki autor traktuje samą kategorię „imperium”. Nie ma tu ani lewicowego uniesienia potępiającego „Amerykę”, ani zachwyconego atlantyckiego katechizmu. To raczej chłodne badanie organizmu, który dysponuje niesłychaną przewagą wojskową, technologiczną i kulturową, ale porusza się w świecie, którego normy współtworzył – i który teraz zaczynają go uwierać. Kurdowie, islamizm, ewolucja prawa międzynarodowego od zimnej wojny po „wojnę z terroryzmem” – to nie są tu odrębne tematy, lecz różne soczewki skupiające to samo pytanie: czy hegemon może wciąż działać jak klasyczne imperium, jeśli musi posługiwać się językiem praw człowieka, demokracji i wolności? Kisielewski wyraźnie pokazuje, że amerykańska przewaga jest realna, ale jej użycie wymaga coraz bardziej wyrafinowanych uzasadnień.
Warstwa refleksyjna, w której autor pisze o zachodnim rozumieniu wolności i o miejscu przemocy w polityce, nadaje książce ciężar większy niż typowej publicystyce „na gorąco”. To nie jest tylko kronika irackiej awantury, ale próba uchwycenia, jak Zachód – z USA na czele – negocjuje sam ze sobą prawo do agresji: kiedy jeszcze mówimy o „interwencji humanitarnej”, a kiedy już o ekspansji. Styl jest wyraźnie popularnonaukowy: gęsty od faktów, ale czytelny także dla kogoś, kto nie przebrnął przez Morgenthaua ani Waltza. Z dzisiejszej perspektywy książka ma też wartość dokumentu mentalności początku XXI wieku: okresu, w którym wierzono, że nowy globalny konflikt ideologiczny dopiero się rodzi, a nie – jak dziś nieraz się sądzi – że właśnie wtedy rozpadły się złudzenia co do ładu po zimnej wojnie.