Armia Izaaka. Walka i opór polskich Żydów
Autor: Matthew Brzezinski
Wydawnictwo: Znak, 2013
Okładka: twarda
Stan: bardzo dobry
Uwagi: brak
O książce
„Armia Izaaka” to jedna z tych książek, które wchodzą w obszar dawno opisany – getto warszawskie, ŻOB, kwiecień 1943 – a jednak nie sprawiają wrażenia wtórnego komentarza do Edelmana czy Ringelbluma. Brzeziński robi coś, czego polskiej literaturze historyczno-reportażowej długo brakowało: nie traktuje żydowskiego oporu jako przypisu do „właściwej” historii wojny w Polsce, ale jako osobny, gęsty świat z własną dynamiką, pęknięciami i iluzjami. Tytułowa „armia” to raczej sieć niż formacja – ludzie od broni, od fałszywych papierów, od przemytu, od ukrywania – każda z tych ról jest tu potraktowana z równą powagą, bez romantycznej mitologii i bez taniego moralizowania.
Siłą tej książki jest perspektywa – wielogłosowa, ale prowadzona jak opowieść. Brzeziński składa relacje o Anielewiczu, Lubetkin, Edelmanie, Cukiermanie i całej reszcie nie w pomnik, lecz w dramat, gdzie bohaterowie bywają zmęczeni, mylą się, kłócą, ratują jednych kosztem drugich. Nie ma tu wygładzania – jest brud konspiracji, rynek zdrady i strachu, polskie i żydowskie kalkulacje przetrwania, a także ta niewygodna dla wielu prawica i lewica pamięci: że opór był zjawiskiem mniejszościowym, nie masowym, a bohaterowie po wojnie często lądowali na marginesie albo na emigracji. Autor, jako piszący po angielsku amerykański dziennikarz o polskich korzeniach, ma też ten przywilej, że widzi kraj nie przez pryzmat narodowej apologii, lecz jako przestrzeń, w której różne pamięci wzajemnie się ranią.
Na tle wielu książek o Zagładzie „Armia Izaaka” wyróżnia się jeszcze jednym: tempem i napięciem narracyjnym. To literatura faktu, ale czyta się ją jak powieść szpiegowską, tyle że bez ucieczki w fikcję – każde „niemożliwe” zdarzenie jest tu po prostu konsekwencją okupacyjnej logiki terroru. Brzeziński potrafi przeplatać sceny z kanałów, kryjówek i lasu z chłodniejszym namysłem nad polityką polskiego podziemia, postawą „aryjskiej” większości, rachunkiem szans powstania w getcie. Dzięki temu książka działa na dwóch poziomach: jako relacja z walki i jako opowieść o tym, co zostaje, kiedy heroizm trzeba zmierzyć nie z legendą, lecz ze statystyką przeżycia. Dla kogoś, kto zna już polskie świadectwa, będzie to raczej korekta optyki niż odkrycie nowych faktów; dla kogoś, kto zaczyna – bardzo solidna, boleśnie uczciwa inicjacja.