Kobiety Wycherly'ego
Autor: Ross Macdonald
Wydawnictwo: Prószyński i Spółka, 1996
Okładka: miekka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Kobiety Wycherly’ego” to Macdonald w fazie pełnej dojrzałości – ten etap cyklu o Archerze, w którym klasyczny „who done it” dawno ustąpił miejsca pytaniu „co właściwie zrobiono ludziom, że są tacy, jacy są”. Formalnie mamy tu wszystko, co trzeba: prywatny detektyw, bogaty zleceniodawca, zaginiona córka, Kalifornia jak z folderu, w której pod warstwą słońca gnije rodzinny brud. Ale konstrukcja jest inna niż u Chandlera: zamiast serii efektownych scen dostajemy misternie składany mechanizm rodzinnego kłamstwa, gdzie każda kolejna rozmowa lekkim przesunięciem znaczeń zmienia nam obraz całej przeszłości Wycherly’ów.
Na pierwszy plan wysuwają się tu tytułowe „kobiety” – córka, była żona, kobiety z otoczenia bohaterów – które nie są ani femme fatale w stylu noir, ani bezradnymi ofiarami. Macdonald z wyraźną ironią pokazuje, jak męska, pieniężna władza próbuje je zamknąć w rolach, podczas gdy cały dramat bierze się właśnie z ich prób ucieczki z ról przypisanych przez męża, ojca, „porządne” społeczeństwo. Archer, tradycyjnie już, pozostaje tu bardziej socjologiem niż twardzielem – wchodzi w cudze domy jak ktoś, kto kataloguje dawne winy, a nie tylko szuka pistoletu i alibi. Morderstwo jest w tej książce raczej punktem końcowym długiego procesu rozpadu rodziny niż zagadką do rozwiązania.
Styl pozostaje typowo macdonaldowski – oszczędny, czysty, z chwilowymi uderzeniami metafor, które rozświetlają cały akapit, ale nie popisują się sobą. Kalifornia jest tu przestrzenią klasowych i emocjonalnych przepaści, nie widokówką: rejsy łodzią, drogi między miastami, pokoje motelowe tworzą tło dla historii o winie rozłożonej na kilka pokoleń. W ramach serii Archerowskiej „Kobiety Wycherly’ego” to jedna z tych powieści, w których autor najsprawniej łączy kryminał z powieścią psychologiczną – bez fajerwerków formalnych, za to z tą nieubłaganą logiką tragedii rodzinnej, którą Macdonald potrafił wydobyć spod najbardziej banalnych policyjnych raportów.