Trzynaście kamienic staromiejskich
Autor: Stanisław Żaryn
Wydawnictwo: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1972
Okładka: miekka z obwolutą
Stan: dobry
Uwagi: nieznaczne otarcia obwoluty
O książce
„Trzynaście kamienic staromiejskich” to jedna z tych książek, które z dzisiejszej perspektywy czyta się niemal jak raport z frontu – tyle że frontem jest tu fasada północnej pierzei warszawskiego Rynku, a żołnierzami architekci, konserwatorzy i archiwiści. Żaryn, nie sentymentalny varsavianista-amator, lecz zawodowy architekt-konserwator, traktuje „stronę Dekerta” jak skomplikowany palimpsest: śledzi kolejne warstwy własności, przebudów, regulacji parcel, a potem rekonstruuje drogę, jaką przeszły one od wypalonej ruiny do starannie wyreżyserowanego „starego miasta”. Kto szuka przewodnikowego tonu w rodzaju „w tej kamienicy mieszkał…”, trafi raczej na chłodną, fachową wiwisekcję – i w tym właśnie tkwi urok tej książki.
Największą wartością pracy Żaryna jest bezwstydna precyzja – ta, którą dzisiejsze wydawnictwa popularne skrzętnie wygładzają w obawie przed znudzeniem czytelnika. Autor rozpisuje historię kamienic na akty: średniowieczne zręby murów, barokowe ambicje mieszczańskie, osiemnasto‑ i dziewiętnastowieczne „unowocześnienia”, wreszcie powojenne decyzje, które zaważyły na kształcie znanego dziś widoku z pomnikiem Syreny. Bardzo trzeźwo rozdziela to, co autentyczne, od tego, co jest świadomym falsyfikatem historycznym – nie w sensie oszustwa, lecz artystycznej hipotezy. W jego opisie każda attyka, gzyms i sgraffito ma rodowód, argument i akt urodzenia w dokumentacji, planach, fotografiach przedwojennych i ocalałych fragmentach murów.
Ilustracje i plany, które mogłyby w innej publikacji pełnić rolę dekoracji, tutaj są równorzędnymi partnerami tekstu – bez nich książka byłaby jak partytura bez nut. Żaryn pokazuje, że odbudowa Starego Miasta nie była aktem zbiorowej nostalgii, lecz dość bezwzględnym montażem historii: wybierano epoki, eliminowano naleciałości, „oczyszczano” fasady z tego, co uznano za nieistotne albo zbyt młode. W rezultacie „strona Dekerta” jawi się w tej monografii jako muzeum idei konserwatorskich lat powojennych, a nie po prostu „piękny fragment dawnej Warszawy”. To książka dla tych, którzy chcą widzieć w kamienicy nie ładne tło do zdjęcia, ale sumę decyzji, kompromisów i świadomych zaniechań – lektura wymagająca, lecz nagradzająca czytelnika poczuciem, że za każdym detalem fasady stoi konkretny człowiek z ołówkiem przy desce kreślarskiej.