Krew na oceanie
Autor: Bohdan Pawłowicz
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza RYTM, 1991
Okładka: miekka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Krew na oceanie” to jedna z tych niewielkich objętościowo książek, które udowadniają, że prawdziwe wojenne pisarstwo rodzi się nie z patosu, lecz z notatnika trzymanego w przemoczonej kieszeni sztormiaka. Pawłowicz nie buduje tu pomnika ORP „Garlandowi”, tylko rekonstruuje kilka majowych dni 1942 roku – dusznych od strachu, huku bomb i tej osobliwej mieszaniny zmęczenia z automatyczną dyscypliną, jaką znają tylko ludzie konwoju arktycznego. Murmańskie trasy, najczęściej wspominane w literaturze anglosaskiej, tutaj oglądamy z polskiego, bardzo konkretnego mostka: mały okręt, krótki rejs, wąski korytarz czasu, a jednak skala doświadczenia jest oceaniczna.
Pawłowicz pisze jak ktoś, kto zna morze od podszewki, ale nie ulega pokusie technicznego żargonu ani reporterskiej sensacji. To pamiętnik korespondenta, który ma świadomość, że relacjonuje dla przyszłych czytelników codzienność ludzi, którym przyszło umierać na statku eskortowym – nie bohaterów z plakatu, lecz facetów z koi obok. W odróżnieniu od wielu wojennych wspomnień emigracyjnych, gdzie retrospekcja bywa zbyt gładka, tutaj czuć świeżość notacji: krótkie sceny, urwane dialogi, nagłe przejścia od żartu do opisu rozszarpanego pokładu. Tytułowa „krew” nie jest metaforą narodowej ofiary, tylko czymś śliskim pod nogami, co trzeba zmyć, zanim zacznie się kolejny nalot.
W szerszym pejzażu polskiej literatury wojennej „Krew na oceanie” sytuowałbym obok „Okrętu” Monsarrata czy wspomnień polskich marynarzy z konwojów, ale z istotną różnicą: Pawłowicz ma temperament reportera, który podpatruje, zamiast dopowiadać. Książka ukazała się pierwotnie w Nowym Jorku, w emigracyjnym obiegu, co samo w sobie jest komentarzem – polskie doświadczenie na Atlantyku i Morzu Barentsa przez lata funkcjonowało na marginesie krajowej pamięci. Powrót w wydaniu RYTM-u na początku lat 90. sprawił, że te „kartki z pamiętnika” zaczęły funkcjonować jako brakujące ogniwo: między wielką narracją o II wojnie a konkretnym losem kilku ludzi na jednym uszkodzonym okręcie, który usiłuje dowlec się do Murmańska, zanim ocean – dosłownie – zmyje po nim ślady.