Stocznia Szczecińska
Autor: Ryszard Dąbrowski, Mateusz Lipko, Paweł Miedziński
Wydawnictwo: Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa – Szczecin, 2020
Okładka: twarda
Stan: bardzo dobry
Uwagi: brak
O książce
„Stocznia Szczecińska” to jeden z tych albumów, które udają, że opowiadają o technice, a w istocie są książką o społeczeństwie. Okrętowe kadłuby, dźwigi i pochylnie służą tu raczej za monumentalną scenografię dla historii ludzi: robotników, inżynierów, działaczy, a także anonimowych statystów wielkiej przemysłowej epopei, która zaczyna się jeszcze w epoce Stoczni Vulcan, a kończy wraz z wyczerpaniem mitu „stoczni jako serca miasta” pod koniec PRL. Zestawienie syntetycznych esejów historycznych z obszerną częścią ikonograficzną tworzy formę przypominającą trochę porządnie opracowany katalog wystawy – tyle że wystawa dotyczy świata, którego już nie ma, a który dla Szczecina znaczył mniej więcej tyle, co Huta Lenina dla Nowej Huty czy Gdańsk dla narodowej pamięci sierpnia 1980.
Najciekawszy jest tu świadomy zabieg autorów: od początku widać, że nie interesuje ich jedynie „historia zakładu”, lecz mikro‑kosmos stoczni jako organizmu społecznego. Fotografie nie celebrują wyłącznie „piękna przemysłu” ani patriotycznej retoryki pracy – bardzo często łapią chwile zupełnie nieheroiczne: przerwę na fajkę, spojrzenie w obiektyw z lekką nieufnością, prowizoryczne świętowanie małych sukcesów. Wplecenie w to kadrów z gorącego lata 1980 roku oraz zdjęć noszących ślady cenzury (stykówki z parafkami) pokazuje, jak ściśle kontrolowany był obraz „klasy robotniczej”, a zarazem jak wiele da się z tych ograniczeń wyczytać, jeśli potraktować fotografię nie jako ilustrację, lecz źródło historyczne z własną „biografią”. Tu właśnie widać rękę Miedzińskiego – refleksja o fotografowaniu stoczni podnosi album ponad poziom sentymentalnej ikonografii.
Dwujęzyczność publikacji sprawia, że książka wyraźnie adresowana jest także do odbiorcy spoza Polski – można ją czytać jako próbę wprowadzenia zagranicznego czytelnika w mało znany rozdział dziejów europejskiej industrializacji i jej politycznych konsekwencji. W odróżnieniu od licznych gdańskich opracowań, szczecińska perspektywa jest mniej mitotwórcza, bardziej dokumentalna, niemal chłodna – i właśnie dzięki temu przekonująca. To album, który łączy funkcję źródła dla badacza z rolą materialnego „pamiętnika” dla tych, którzy jeszcze pamiętają dudnienie pochylni nad Odrą. Dla kogoś przyzwyczajonego do gładkich, korporacyjnych narracji o „dziedzictwie przemysłowym” lektura może być lekkim zgrzytem – ale to zgrzyt pożyteczny, mniej więcej taki jak dźwięk szlifierki w dawnym wydziale kadłubowym.