Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788372551931
Wysyłka od: 15.00 PLN

Kobieta geografia intymna
Autor: Natalie Angier

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2001
Okładka: miekka
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Kobieta. Geografia intymna” to jedna z tych książek, które robią z czytelnika coś w rodzaju nieopatrznie wyedukowanego podglądacza – po lekturze trudno patrzeć na ciało (własne lub cudze) z tą samą niewinną ignorancją. Angier, dziennikarka naukowa o temperamencie renesansowego pamflecistki, traktuje kobiecą fizjologię jak terytorium długo kartografowane przez obcych: anatomia, hormony, płodność, libido – wszystko to zostaje odzyskane, nazwane na nowo i opisane językiem, który ma niewiele wspólnego z suchą prozą medycznych podręczników. Tu macica nie jest jedynie narządem, a łechtaczka – przypisem w atlasie anatomii, lecz pełnoprawnymi bohaterkami opowieści, które wreszcie otrzymują należną im przestrzeń narracyjną.

Największą zaletą tej książki jest fakt, że Angier nie daje się wciągnąć w tani biologiczny fatalizm. Owszem, operuje badaniami, hormonami i statystykami, ale nie po to, by wytłumaczyć, „dlaczego kobiety są takie”, tylko by pokazać, jak bardzo dotychczasowe wyobrażenia o kobiecości były produktem męskich aparatów pojęciowych – od laboratorium po salon. Autorka z upodobaniem rozbiera na części stare mity: słabość fizyczną, „naturalną” bierność seksualną, rzekomą kruchość emocjonalną. W tym sensie bliżej jej do Montaigne’a niż do podręcznika biologii – to esej osobisty, z fragmentami niemal autobiograficznymi, w którym wiedza naukowa wchodzi w dialog z doświadczeniem i językiem.

W polskim przekładzie Barbara Kopeć-Umiastowska wykonuje delikatną robotę tragarza międzykulturowego: dowcip, ironia i metafory Angier są bardzo amerykańskie, a mimo to książka po polsku zachowuje lekkość i iskrę. „Geografia intymna” dobrze starzeje się jako lektura – pewne dane biologiczne można dziś zaktualizować, ale zasadniczy gest autorki pozostaje świeży: odebrać kobiece ciało medycznej suchości i moralistycznemu spięciu, a oddać je w ręce samej zainteresowanej. To nie jest poradnik ani manifest, raczej wyczerpująco udokumentowana, ale zaskakująco zmysłowa opowieść o tym, że w kobiecym ciele nie ma nic „z natury” defensywnego, ułomnego czy podporządkowanego – chyba że w oczach tych, którzy dotąd pisali podręczniki.