Dom bez klamek
Autor: Jędrzej Pasierski
Wydawnictwo: Czarne, 2018
Okładka: miekka
Stan: bardzo dobry
Uwagi: brak
O książce
„Dom bez klamek” to kryminał zamkniętej przestrzeni, ale Pasierski gra tym dobrze znanym motywem z zaskakującą powagą. Szpital psychiatryczny w Weseliskach nie jest tu jedynie dekoracją z obowiązkową nutą „szaleństwa”, lecz strukturą opresji: miejscem, gdzie władza, bezradność i choroba psychiczna mieszają się w niejasnych proporcjach. Oddział C8 – tytułowy „dom bez klamek” – funkcjonuje trochę jak współczesna wersja klasycznego angielskiego dworu z powieści Agathy Christie, tyle że pozbawiona elegancji: ciasny, zaniedbany, podszyty przemocą i milczeniem. Zbrodnia nie tyle „wstrząsa” tą społecznością, ile raczej wydobywa na wierzch to, co i tak tliło się pod powierzchnią.
Nina Warwiłow jest jednym z tych śledczych, których autor wprowadza nie tyle dla samej intrygi, ile jako soczewkę do oglądania świata przedstawionego. Nie ma w niej fajerwerków oryginalności – policjantka z bagażem, z popękanym życiem osobistym, z przeszłością, która domaga się rachunku – ale Pasierski prowadzi ją konsekwentnie, bez efektownych póz. Jej prywatne pęknięcia rezonują z tym, co widzi na oddziale: z ludźmi, którym odebrano sprawczość, z personelem, który nauczył się funkcjonować w systemie opartym na półprawdach i przyzwyczajeniu do cierpienia. To, co w wielu kryminałach jest tylko „tłem psychologicznym”, tutaj staje się jednym z głównych tematów – pytaniem, kto jest naprawdę uwięziony: pacjenci, policjantka czy instytucja sama w sobie.
Od strony konstrukcji „Dom bez klamek” przypomina klasyczny kryminał logiczny, ale zanurzony w gęstszym, współczesnym sosie. Fałszywe tropy nie są wyłącznie zręcznymi sztuczkami, częściej wynikają z subiektywnych, zaburzonych perspektyw bohaterów. Szpital psychiatryczny to idealne laboratorium dla opowieści o zawodności pamięci i percepcji, i Pasierski korzysta z tego z pewną dyscypliną – unika tanich „szoków”, stawia na stopniowe odkrywanie starych krzywd, zaniechań i kompromisów. W efekcie powieść czyta się nie tylko jako zagadkę „kto zabił?”, ale też jako całkiem serio potraktowaną historię o tym, jak łatwo instytucje – czy to policyjne, czy medyczne – zaczynają przypominać tytułowy dom, w którym klamki są wyłącznie pozorne.