Muzyka wojskowa
Autor: Wladimir Kaminer
Wydawnictwo: Świat Książki, 2004
Okładka: twarda
Stan: bardzo dobry
Uwagi: brak
O książce
„Muzyka wojskowa” to ta odmiana prozy postsowieckiej, w której traumę skutecznie przykrywa chichot. Kaminer wraca do własnego dzieciństwa i młodości w ZSRR, ale zamiast wznosić pomnik „straconemu pokoleniu”, konstruuje serię anegdot o dorastaniu w państwie, które każdą czynność – od zabawy w piaskownicy po szkolne akademie – potrafiło obudować ideologicznym rytuałem. To bardziej kronika codziennych drobiazgów niż wielka rozprawa o systemie: pionierzy, młodzieżówki, dom kultury, park miejski, wojsko – wszystkie te miejsca układają się w mapę życia przeciętnego radzieckiego chłopca, któremu z czasem wyrastają skrzydła emigranta.
Kaminer ma tę rzadką umiejętność, że o przemocy instytucji i ostatecznym bankructwie państwa potrafi mówić tonem lekkiego gawędziarza. Humor jest tu suchy, czasem wręcz beznamiętny, przez co groteska realiów wypada jeszcze mocniej – absurd nie jest podkręcony, tylko po prostu odnotowany. Tytułowa „muzyka wojskowa” staje się figurą całej radzieckiej orkiestracji życia: marsze, parady, nakazane entuzjazmy, wszystko gra według jednego partyturu, a jednocześnie każdy muzyk po cichu fałszuje. W odróżnieniu od Sołżenicyna czy nawet od bardziej melancholijnego Jerofiejewa, Kaminer wybiera perspektywę „człowieka z tłumu”, który zamiast heroizmu praktykuje spryt, ironię i umiejętność wymykania się przepisom.
Polskie wydanie, dość zwięzłe objętościowo, czyta się jak zbiór przypowieści o późnym komunizmie – zrozumiały i dla tych, którzy pamiętają własne kolejki i pochody pierwszomajowe, i dla tych, którzy znają ZSRR z podręczników. Emigracja do Niemiec pojawia się tu nie jako nagły zwrot akcji, lecz logiczny finał długiego procesu „wewnętrznego odchodzenia” od systemu. „Muzyka wojskowa” nie jest więc ani prostym pamiętnikiem, ani czystą satyrą: to zapis tego osobliwego stanu, gdy człowiek żyje w świecie kompletnie niewiarygodnym, a jednak wciąż traktowanym jak jedyny możliwy. Kaminer pokazuje, jak z takiego świata wychodzi się nie z krzykiem, tylko z lekkim uśmiechem i walizką anegdot.