Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem
Autor: Władysław Kopaliński
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza RYTM, 2007
Okładka: twarda
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem” Kopalińskiego to jeden z tych tomów, które w domowej bibliotece funkcjonują trochę jak domownik: stoi od lat na półce, ma swoje przyzwyczajenia, a jednak za każdym razem potrafi czymś zaskoczyć. To nie jest narzędzie w duchu dzisiejszych „wyszukiwarek znaczeń”, ale raczej literacko‑erudycyjny sejsmograf kultury – pokazuje, jakie słowa i pojęcia przeniknęły do polszczyzny i jaką wiedzę o świecie uznano za „godną zanotowania”. Wydanie z 2007 roku, już po transformacji ustrojowej i cyfrowej rewolucji, próbuje dopowiedzieć to, czego w klasycznych edycjach brakowało: komputer, internet, popkulturowe idole, kuchnia fusion, japońskie i indyjskie zapożyczenia – cały ten nowy szum pojęć, który polszczyzna musiała jakoś wchłonąć.
Kopaliński nie zachowuje się jak suchy leksykograf; bliżej mu do starego bibliofila, który przy definicji nie umie się powstrzymać od dopisania anegdoty, dygresji czy kontekstu historycznego. Hasła bywają zaskakująco gęste: trochę etymologii, trochę historii idei, czasem dyskretny komentarz do obyczajów. W tym sensie słownik jest dokumentem stylu myślenia inteligencji drugiej połowy XX wieku: eurocentrycznej, ale z ambicją wychylenia ku światu, wierzącej jeszcze, że świat da się skatalogować w jednym opasłym tomie. Włączenie nowoczesnej terminologii (informatyka, elektronika, sport, muzyka rozrywkowa) sprawia miejscami wrażenie nieco filologicznej szarży – jakby szanowny autor w garniturze nagle próbował opisać kulturę gier komputerowych – ale ta lekka anachroniczność jest raczej wdziękiem niż wadą.
Almanach z 58 tablicami to osobna przyjemność: to już nie tyle słownik, ile miniaturowa encyklopedia ciekawostek, uporządkowanych wedle logiki starego czytelnika, który lubi mieć „pod ręką”: święta, dynastie, imiona, daty, nazwy – całą tę drobnicę, której nie pamięta się z głowy, ale którą łatwo sprawdzić jednym ruchem. Dziś, w epoce Wikipedii, taki dodatek mógłby się wydawać zbędny, ale właśnie w tej fizycznej kondensacji wiedzy kryje się jego urok: nie klikamy w nieskończone linki, tylko przewracamy kartkę i widzimy, jak obok siebie układają się porządki czasu, geografia, mitologia, polityka. Ten słownik nie tyle „pomaga w zrozumieniu wyrazów obcych”, co pokazuje, jak polszczyzna przez dekady negocjowała swoją relację z obcością – i dlatego bardziej przypomina kapsułę czasu niż zwykły leksykon.