The Clash of Fundamentalisms
Autor: Tariq Ali
Wydawnictwo: Verso Books, 2003
Okładka: miekka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„The Clash of Fundamentalisms” Tariqa Alego to książka napisana z pozycji kogoś, kto zna świat muzułmański od środka, a jednocześnie nie ma żadnej ochoty go idealizować. Ali rozmontowuje wygodny dla Zachodu mit, że fundamentalizm jest zjawiskiem egzotycznym i teologicznym, lokującym się wyłącznie „tam”, wśród brodatych fanatyków z południa. Jego zasadnicza teza jest nieprzyjemnie prosta: wahhabicka surowość, talibańska bigoteria i amerykańska misja cywilizacyjna to różne odmiany tego samego – politycznie sprzęgniętej wiary, że posiada się absolutną prawdę i prawo do narzucania jej innym. Zamiast „zderzenia cywilizacji” dostajemy więc zderzenie dogmatów – naftowych, militarnych, religijnych.
Najciekawsze w tej książce nie są jednak polemiczne frazy, lecz sposób, w jaki Ali wplata własną biografię w długie trwanie historii islamu i imperializmu. Opowieści o Pakistanie lat 60., o lewicy arabskiej, o kolejnych klęskach świeckich ruchów emancypacyjnych tworzą tło dla diagnozy, dlaczego w tak wielu miejscach fundamentalizm stał się jedynym językiem buntu. Ali ma dobrą pamięć do zdrad – amerykańskich gier w Afganistanie, brytyjskich manipulacji w świecie arabskim, pakistańskiego establishmentu flirtującego raz z generałami, raz z mullahami. Ten historyczny rejestr nie jest suchą kroniką; przypomina raczej akt oskarżenia przeciwko całemu XX wiekowi, który zniszczył świecką, polityczną alternatywę, pozostawiając społeczeństwom religijną radykalizację jako ostatnią ideologiczną protezę.
Styl Alego bywa napastliwy, ale jest w tym celowa przesada kogoś, kto ma dość „wyważonych” raportów think-tanków. Publicystyka miesza się tu z eseistyką historyczną – autor swobodnie przeskakuje od wypraw krzyżowych do 11 września, od wahhabizmu do Busha młodszego, od krucjat do „wojny z terroryzmem”, pokazując, że język świętej misji zmienia jedynie dekoracje. To książka, która bardziej kłóci się z czytelnikiem niż go przekonuje, ale właśnie dzięki temu zostaje w pamięci: nie jako ostatnie słowo o islamie i Zachodzie, lecz jako trzeźwe przypomnienie, że współczesny świat jest w równym stopniu dziełem fanatyków z ambon, jak i fanatyków z gabinetów ministerialnych.