Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8304047284
Wysyłka od: 15.00 PLN

Dzieje od założenia miasta Rzymu | wybór
Autor: Tytus Liwiusz

Wydawnictwo: Ossolineum / De Agostini, 2004
Okładka:  twarda 
Stan: dobry

Uwagi: minimalne pofalowanie górnego brzegu kart

O książce

„Dzieje od założenia miasta Rzymu” w przekładzie Władysława Strzeleckiego to ten rzadki przypadek, kiedy dzieło szkolne, zakurzone łaciną i patosem, po otwarciu okazuje się doskonale żywą prozą polityczną. Liwiusz nie jest „kronikarzem” w naszym nowożytnym sensie – bliżej mu do epickiego dramaturga dziejów, który z materiału legend, podań rodowych i raportów urzędowych lepi opowieść o tym, jak mała, brutalna wspólnota nad Tybrem uwierzyła, że jest przeznaczona do rządzenia światem. Trojańskie genealogie, wilczyca, Sabinki, heroiczne konsulaty – wszystko to raczej instrument retoryczny niż surowy zapis faktów, ale właśnie w tym tkwi siła dzieła: zamiast „przedstawienia historii Rzymu” mamy literacką autokreację rzymskiej pamięci o sobie samej.

Czytane dziś, księgi Liwiusza są w istocie podręcznikiem rzymskiej wyobraźni moralnej. Bohaterowie – Horacjusz Kokles, Muzjusz Scaevola, Katonowie wszelkiej maści – nie są osobami z krwi i kości, tylko exempla, figury, na których ćwiczy się cnoty: odwagę, dyscyplinę, wierność wobec państwa, często kosztem wszystkiego innego. Cała konstrukcja „Ab Urbe Condita” opiera się na przeciwstawieniu (choć Liwiusz nie robi z tego mechanicznego schematu): dawnej surowości obyczajów i współczesnego mu rozkładu, rozmiękczenia przez bogactwo i potęgę. W tym sensie jest on raczej moralistą niż historykiem, a jednak jego zdolność komponowania scen, przemówień, konfliktów społecznych sprawia, że nawet w najbardziej moralizatorskich momentach pod spodem pulsuje całkiem wiarygodny obraz Republiki: z jej wiecznie wracającą walką stanów, lękiem przed tyranią i zachłannością zwycięskiego imperium.

Wydanie w serii „Arcydzieła Kultury Antycznej” ma jeszcze jedną zaletę: Strzelecki tłumaczy Liwiusza na polszczyznę klarowną, bez przysłowiowej „marmurowości”, zachowując zarazem jego skłonność do retorycznego rozmachu. To przekład, który da się czytać ciągiem, a nie tylko fragmentami pod egzamin, i który pozwala odczuć, że Liwiusz był dzieckiem kultury oratorskiej – każda większa scena wygląda, jakby mogła zostać wygłoszona z mównicy. Dla kogoś zainteresowanego „surowymi faktami” historii Rzymu istnieją opracowania znacznie wierniejsze ustaleniom współczesnej nauki; ale jeśli kogoś ciekawi, jak Rzymianie opowiadali sami sobie o swojej potędze i cnotach – ten tom jest jednym z podstawowych dokumentów tej zbiorowej mitologii. Dobrze go mieć na półce obok Tacyta: u jednego zobaczy się dawne cnoty, u drugiego – konsekwencje ich porzucenia.