Poezje
Autor: Kazimiera Iłłakowiczówna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Lubelskie, 1989
Okładka: miekka z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
Ten lubelski wybór *Poezji* Iłłakowiczówny jest w gruncie rzeczy małą antologią jednego autora, zmontowaną z dyskretną erudycją. Matylda Wełna nie tyle „zebrała wiersze”, ile ułożyła z nich dość wyraźną opowieść o dojrzewaniu wrażliwości – od młodzieńczego zachwytu światem po surowszą, zdyscyplinowaną czujność na szczegół. To nie jest tom „reprezentacyjny” w sensie akademickiej sztancy, lecz raczej portret poetki oglądanej z kilku stron naraz: religijnej, obywatelskiej, prywatnej, a przede wszystkim tej, którą można by nazwać „mikrologiczną” – nastawioną na mikro‑zdarzenia, drobne gesty, prawie niezauważalne zmiany światła.
Wyraźnie widać, jak bardzo Iłłakowiczówna wymyka się sztywnym podziałom na „skamandrytów” i „całą resztę” międzywojnia. W jej wierszach jest i miejska codzienność, i kontemplacja natury, i modlitewny ton, ale splecione tak, jakby podmiot liryczny nawykł do życia „na styku” – między sacrum a prozą dnia, między czułością a ironią, między patriotycznym obowiązkiem a osobistą melancholią. Charakterystyczna jest właśnie ta pedanteria obserwacji: liść, ruch dłoni, odcień deszczu w oknie – wszystko zostaje zapisane z taką dokładnością, jakby poetka prowadziła notatnik świadka, któremu nie wolno niczego pominąć. Zamiast wielkich manifestów dostajemy mikroskopijną kronikę istnienia.
Wstęp Wełny, choć filologiczny w zapleczu, czyta się raczej jak usprawiedliwienie pewnej wierności: wierności szczegółowi, codzienności i tonowi, który nie potrzebuje wielkich słów, żeby mówić o sprawach ostatecznych. Ten tom dobrze pokazuje, dlaczego Iłłakowiczówna tak długo wymykała się prostemu „zaszufladkowaniu” – jej liryka jest zbyt cicha, by stać się sztandarem pokolenia, a zbyt przenikliwa, by dało się ją zignorować. Dla współczesnego czytelnika ten wybór działa trochę jak okulary korygujące wzrok: po lekturze trudno już patrzeć na rzeczy „małe” tak jak dawniej, bo każda drobina świata zaczyna zachowywać się jak pełnoprawny bohater wiersza.