Przewodnik Baletowy
Autor: Irena Turska
Wydawnictwo: Polskie Wydawnictwo Muzyczne, 1989
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Przewodnik baletowy” Ireny Turskiej to ten typ książki, który w idealnym świecie powinien leżeć nie tylko w szafce inspicjenta, ale i na stoliku każdego widza, który kiedykolwiek wyszedł z baletu z poczuciem: „piękne, ale o co im właściwie chodziło?”. Turska nie pisze ani dla zawodowych muzykologów, ani dla kompletnych laików – raczej dla człowieka ciekawskiego, gotowego odróżnić „Jezioro łabędzie” od „Jeziora łabędziego po przeróbkach”. To nie jest suchy słownik: za metryczkami, streszczeniami librett i notami o wystawieniach stoi wyraźne przekonanie, że historia baletu to osobna gałąź historii teatru i muzyki, ze swoimi mód, katastrofami i zapomnianymi arcydziełami.
Największą zaletą tego tomu jest jego porządkująca bezwzględność. W czasach, gdy o balecie mówi się często językiem rozemocjonowanych programów do spektakli, Turska proponuje coś w rodzaju „chłodnej empatii”: z jednej strony bardzo rzeczowe informacje (data prapremiery, obsada, losy partytury, kolejne choreografie), z drugiej – subtelne wskazówki, dlaczego dany tytuł przeżył wiek, a inny zapadł się w archiwach. Charakterystyczne jest, że obok kanonu – Czajkowski, Prokofiew, Minkus – autorka cierpliwie wydobywa na światło dzienne utwory mniej znane, które odegrały rolę „podskórnego repertuaru”, ważnego głównie dla choreografów. Ten ton skrytej polemiki z oficjalnym kanonem czyni książkę czymś więcej niż katalogiem: to mapa, na której widać również dawne ślepe uliczki.
Wydawniczo jest to typowy produkt PWM-u najlepszych lat: solidna, nieco ascetyczna szata, zwartą typografia, czarno-białe ilustracje traktowane jako uzupełnienie, nie ozdobnik. Książka starzeje się wolno – przede wszystkim dlatego, że opisuje nie tyle aktualny repertuar, ile drogę, jaką balet przeszedł, by stać się instytucją kultury wysokiej. Nowsze wydania aktualizują oczywiście dane, ale rdzeń pozostaje ten sam: to narzędzie orientacji, dzięki któremu można nagle zobaczyć „Dziadka do orzechów” nie jako raz w roku męczącą obowiązkową pozycję grudniową, lecz jako ogniwo w dłuższym łańcuchu przemian formy i gustu. Dla kogoś, kto lubi wiedzieć nie tylko „co grają”, ale i „skąd się to wzięło”, „Przewodnik baletowy” jest w praktyce małą, papierową sceną, na której historię tańca opowiada się bez efektów specjalnych, za to z pamięcią o niemal każdym kroku.