Pierwsza Pancerna
Autor: Franciszek Skibiński
Wydawnictwo: Czytelnik, 1959
Okładka: miekka z obwolutą
Stan: dobry
Uwagi: naddarcia obwoluty
O książce
„Pierwsza Pancerna” Skibińskiego to pamiętnik wojenny pisany nie z okopu, lecz ze sztabowego stołu – ale stołu ustawionego bardzo blisko frontu. To nie są rozrzewnione wspomnienia ułańskiego oficera, który po latach dorabia legendę do własnego życiorysu, tylko niezwykle trzeźwa relacja zawodowego żołnierza, któremu przypadło w udziale przejście całej klasycznej drogi polskiego oficera II wojny: wrzesień 1939, Francja 1940, potem – już w strukturach alianckich – 1 Dywizja Pancerna Maczka. Skibiński pisze jak ktoś, kto całe życie uczył się myśleć kategoriami brygad, dywizji i linii zaopatrzenia, ale nie zapomniał, że na końcu każdej strzałki na mapie stoi człowiek.
Najciekawsza w tej książce jest podwójna perspektywa: taktyka i psychologia. Autor potrafi jednym akapitem przejść od dość suchej, ale bardzo klarownej oceny manewru – dlaczego taki układ czołgów, dlaczego takie natarcie, po co ten objazd – do krótkiej, celnej scenki z żołnierzami, gdzie w dwóch zdaniach widać zmęczenie, ironię, czasem zwykłą małostkowość. To nie jest literatura w stylu barokowych wspomnień Sosabowskiego ani moralnych traktatów Sosnkowskiego; bliżej mu do Andersa czy Maczka, ale z większym naciskiem na warsztat pancerniaka. Mapy i tablice nie są ozdobą – są integralną częścią opowieści: autor prowadzi czytelnika jak po ćwiczeniach w Wyższej Szkole Wojennej, tyle że materiał „szkoleniowy” to Normandia, Falaise, Holandia.
Na tle innych polskich wspomnień wojennych „Pierwsza Pancerna” ma tę zaletę, że nie próbuje za wszelką cenę budować martyrologicznego pomnika. Owszem, jest gorycz emigracji, poczucie niesprawiedliwości wobec żołnierzy, którzy kończyli w zupełnie innym świecie niż ten, o który walczyli – ale Skibiński broni się przed patosem, trzymając się konkretu: decyzji, rozkazów, błędów własnych i cudzych. Z dzisiejszej perspektywy książka jest nie tylko źródłem do dziejów 1 Dywizji Pancernej, ale także podręcznikiem mentalności polskiego oficera II RP, który musiał się nauczyć nowoczesnej wojny pancernej – i to w tempie, którego żaden regulamin nie przewidywał. Jeśli ktoś chce zrozumieć, jak wyglądała „droga bojowa” nie w ujęciu propagandowego plakatu, lecz w głowach tych, którzy ją planowali i realizowali, trudno o lepsze świadectwo.