Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788308068625
Wysyłka od: 15.00 PLN

Jak nie zostałem poetą
Autor: Szczepan Twardoch

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2019
Okładka: twarda 
Stan: dobry

Uwagi: notatka na jednej karcie

O książce

„Jak nie zostałem poetą” to Twardoch w stanie czystym, ale w miniaturze: zamiast wielkiej powieści – ciąg krótkich, osobnych przebłysków z życia, tożsamości i prywatnych obsesji. Zamiast fabuły mamy tu pamięć, autoironiczną, chwilami dość bezlitosną. Tytułowy epizod z nieudaną karierą poety w gliwickim środowisku literackim jest zresztą dobrym kluczem do całości: młody człowiek, który bardzo chce być „kimś w literaturze”, styka się z prowincjonalnym majestatem poezji i rozumie, że coś tu zgrzyta. Ta książka to w pewnym sensie długa przypowieść o tym zgrzycie – pomiędzy wyobrażeniem o byciu pisarzem a realną biografią chłopaka z górnośląskiego blokowiska.

Najciekawsze są momenty, kiedy Twardoch wychodzi poza anegdotę i pisze o Śląsku jak o osobnej planecie: splątanie języków, klasowa pamięć, historia II wojny światowej wciskająca się w życie zwykłych ludzi, choćby w tej historii o listach od frontowych żołnierzy, które po prostu zniknęły. Nie ma tu „wielkiej historii”, są małe, uporczywe resztki – urwane opowieści, rodzinne przemilczenia, dziury w pamięci. Z tych ubytków Twardoch umie zrobić literaturę: bez patosu, raczej z chłodnym, czasem sarkastycznym dystansem, który przypomina, że sentyment jest podejrzany, jeśli za dużo obiecuje. To nie jest jeszcze autobiografia, bardziej notatnik człowieka, który dopiero uczy się, jak opowiadać samego siebie.

Warto zauważyć, że te felietony – pisane pierwotnie do „Pani” i innych miejsc – w jednym tomie tworzą coś na kształt autoportretu z rozbitych luster. Raz Twardoch gra rolę chłopca z lat 90., w ciężkich butach i z przesadnym przekonaniem o własnym talencie, innym razem – dorosłego, który patrzy na tamte ambicje z mieszaniną czułości i politowania. Na tle jego późniejszych, monumentalnych powieści, ta książka wygląda jak mały notes roboczy, w którym autor testuje ton – miesza prywatne ze społecznym, ironię z melancholią. Dla kogoś, kto zna tylko „Drach” czy „Król”, będzie to ciekawe zajrzenie do warsztatu i biografii; dla reszty – niewielka, ale gęsta porcja prozy, która pokazuje, że Twardoch najlepiej czuje się właśnie tam, gdzie literatura zahacza o życiorys, ale nie składa mu żadnych uroczystych obietnic.