Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788375542165
Wysyłka od: 15.00 PLN

Wielka Księga Cipek
Autor: Dan Höjer, Gunilla Kvarnström

Wydawnictwo: Czarna Owca, 2010
Okładka:  twarda 
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Wielka Księga Cipek” to książka, która – mimo kieszonkowego formatu – wchodzi w obszar, gdzie dorośli od pokoleń poruszają się na palcach, szeptem i z czerwonymi uszami. Höjer i Kvarnström proponują coś dokładnie odwrotnego: głos normalny, rzeczowy, chwilami żartobliwy, ale nigdy szyderczy. W centrum jest ciało dziewczynki i nastolatki – nie jako obiekt lęku, kontroli czy wstydu, lecz jako coś, co można spokojnie obejrzeć, nazwać i zrozumieć. Tytuł, który w Polsce do dziś budzi nerwowe chichoty, jest zresztą rodzajem testu: jeśli ktoś nie przejdzie przez okładkę, to treść i tak byłaby dla niego za odważna.

To nie jest jednak „skandaliczna książeczka o seksie”, tylko dość klasyczny, skandynawski podręcznik ciała z dodatkiem zdrowego poczucia humoru. Autorzy tłumaczą anatomię, cykl menstruacyjny, masturbację czy ciążę z tą samą spokojną precyzją, z jaką inne książki opisują trawienie czy budowę ucha. Różnica polega na języku: zamiast medycznego żargonu – słowa, jakimi dzieci naprawdę się posługują; zamiast groźnego tonu ostrzegawczego – komunikat: „to twoje ciało, masz prawo je znać i lubić”. W tym sensie książka robi coś, czego polska szkoła i część rodziców wciąż boją się jak ognia: uczy, że ciekawość wobec własnych genitaliów nie jest grzechem pierworodnym, lecz normalnym elementem dorastania.

Na tle rodzimych publikacji edukacyjnych „Wielka Księga Cipek” przypomina trochę dobrze przewietrzone skandynawskie przedszkole wciśnięte między dwie zatęchłe świetlice. Gdzie indziej temat menstruacji bywa wciąż opisywany językiem „kwiatu kobiecości” i „miesięcznej niedogodności”, tu dostajemy rzetelne wyjaśnienie, co się dzieje w ciele i po co. Książka paruje z wcześniejszą „Wielką księgą siusiaków”, tworząc zdrową, egalitarną parę: dziewczynki i chłopcy mają prawo do tej samej jasnej wiedzy, a nie do zestawu półprawd ułożonych według płci. Można się spierać o dosłowność tytułu czy grafik, ale trudno zaprzeczyć, że to właśnie ten rodzaj bezpretensjonalnej, demitologizującej edukacji jest najlepszym antidotum na google’ową pornografię udającą „pierwsze źródło informacji”.