Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788308054802
Wysyłka od: 15.00 PLN

Niech ci się spełnią marzenia
Autor: Barbara O'Neal

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2015
Okładka: miękka twarda z obwolutą
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

„Niech ci się spełnią marzenia” to jedna z tych powieści, które udają lekkość, a w środku noszą całkiem solidny bagaż emocjonalny. O’Neal korzysta z dobrze znanego motywu „azylu” – tutaj jest nim Miodowa Farma, w której krzyżują się losy kobiet na życiowym zakręcie – ale zamiast rozpisywać sentymentalny folder turystyczny, buduje coś w rodzaju współczesnego klasztoru benedyktyńskiego: praca rąk, jedzenie, rytuały dnia, a dopiero potem rozedrgane uczucia. Lavender, stara gospodyni tej przestrzeni, jest typem matrony postfeministycznej: między kurczakami i ulami zarządza dziedzictwem i testuje przyjaciółki jak żywe testamentariuszki sensu, a nie wyłącznie majątku.

Najciekawsze jest, że O’Neal traktuje blogowanie i kuchnię nie jako dekorację „dla pań”, lecz jako język, w którym bohaterki w ogóle potrafią o sobie mówić. Wpisy blogowe funkcjonują jak intymne monologi w klasycznej powieści psychologicznej, tyle że przełożone na formę publicznego pamiętnika – rejestrują nie tylko przepisy i kadry z aparatu Ginny, ale też sposób, w jaki współczesne kobiety komponują własne „ja” w sieci. Jedzenie nie jest więc tu ani fetyszem, ani tłem, ale narzędziem – bohaterki dosłownie gotują sobie nowe życie, co bywa może zbyt dosłowne, ale w ramach gatunku działa zaskakująco sprawnie.

Na tle typowej literatury obyczajowej O’Neal wyróżnia się dwiema rzeczami: po pierwsze, pozwala swoim bohaterkom na realny ból (śmierć męża i dzieci Valerie to nie jest pretekstowa trauma, którą zagłuszy jedna udana kolacja), po drugie – konsekwentnie pokazuje, że przyjaźń międzypokoleniowa bywa bardziej konstruktywna niż jakikolwiek romans. Miodowa Farma to oczywiście fantazmat: miejsce, gdzie można zwinąć się w kłębek wśród lawendy i czekać, aż świat przestanie boleć. Ale w ramach tej fantazji autorka przemyca całkiem trzeźwe spostrzeżenia o starzeniu się, oddawaniu sterów młodszym i o tym, jak bardzo potrzebujemy dziś małych, powtarzalnych czynności, żeby w ogóle wytrzymać z własnym życiem. To nie jest powieść, którą czyta się dla zwrotów akcji, raczej dla poczucia, że ktoś wreszcie potraktował „kobiece tematy” jak pełnoprawny materiał egzystencjalny – z miodem, ale bez lukru.