Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 9788385458289
Wysyłka od: 15.00 PLN

Bóg urojony
Autor: Richard Dawkins

Wydawnictwo: CiS, 2007
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry

Uwagi: brak

O książce

„Bóg urojony” to książka, którą najlepiej czyta się nie jak subtelny traktat filozoficzny, lecz jak dobrze przygotowaną mowę oskarżycielską – z aktami sprawy, przykładami, anegdotami z sali sądowej i wyraźnie wskazanym oskarżonym: religią instytucjonalną. Dawkins, przyrodnik z temperamentu i profesji, przenosi na grunt teologii nawyk laboratoryjnej podejrzliwości: żąda dowodów, każe precyzować pojęcia, wytyka niekonsekwencje. To nie jest spokojna medytacja nad Absolutem, tylko frontalny atak na ideę Boga osobowego – szczególnie tego biblijnego – oraz na przekonanie, że religia ma jakikolwiek monopol na moralność. W tle stale słychać echo Oświecenia: Hume, Voltaire, a chwilami nawet militancja w stylu Thomasa Paine’a, tyle że podana w języku XXI wieku.

Jego metoda jest mieszanką wywodu popularnonaukowego, polemiki i publicystyki. Tam, gdzie klasyczni filozofowie religii skrupulatnie ważą argumenty ontologiczne czy kosmologiczne, Dawkins raczej rozkłada je na części jak biolog preparujący żabę, a potem ze spokojem stwierdza, że z tej masy tkanek nic transcendentnego się nie wyłania. Najciekawsze partie książki to nie tyle „dowody” przeciwko istnieniu Boga (te są w gruncie rzeczy powtórzeniem dobrze znanych argumentów niewiary), ile rozważania o tym, skąd bierze się religijność w gatunku, który tak bardzo ceni sam rozum. Dawkins proponuje tu interpretację ewolucyjną: religia jako produkt uboczny adaptacyjnych mechanizmów umysłu – posłuszeństwa, skłonności do widzenia intencji tam, gdzie jest tylko przypadek, podatności na narrację. Widać w tym bardziej biologa niż filozofa: on nie tyle dyskutuje z Bogiem, ile usiłuje wyjaśnić, dlaczego ludzie tak rozpaczliwie potrzebują, by istniał.

Trzeba przyznać, że ton książki jest równie ważny jak jej treść. Dawkins pisze z ironią, a momentami z pogardliwym rozbawieniem wobec fundamentalistów, co czyni lekturę atrakcyjną dla czytelnika już sceptycznego, ale dla wierzącego – bywa nie do zniesienia. Jego styl ma w sobie coś z dobrze naostrzonego pamfletu: klarowność argumentacji łączy się z ostentacyjnym brakiem szacunku dla tego, co wielu uważa za święte. W efekcie „Bóg urojony” bywa mniej książką „przekonującą wątpiących”, a bardziej – manifestem dla już przekonanych, czymś w rodzaju świeckiego katechizmu Nowych Ateistów. Niezależnie jednak od tego, czy czytelnik finalnie się z autorem zgodzi, trudno nie zauważyć, że Dawkins odegrał rolę, jakiej filozofowie religii nie odważyli się podjąć od dawna: wyniósł spór o Boga z uniwersyteckich seminariów na ulicę, do medialnego zgiełku – i zmusił obie strony, by choć na chwilę mówiły językiem argumentów, a nie wyłącznie przyzwyczajenia.