Łowca szpiegów
Autor: Peter Wright
Wydawnictwo: Officina, Warszawa, 1991
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: nieznaczne zagięcia okładki
O książce
„Łowca szpiegów” to jedna z tych książek, które czyta się z lekkim zażenowaniem dla całych elit politycznych XX wieku: oto wysoko postawiony oficer MI5, Peter Wright, zdejmuje z brytyjskich służb tę starą, szacowną patynę, odsłaniając pod spodem instytucję prowadzoną momentami bardziej w duchu klubowej intrygi niż chłodnej analizy. To nie jest spokojnie wyważona autobiografia urzędnika państwowego, tylko spóźniony akt oskarżenia. Wright miesza osobiste wspomnienia z dochodzeniami kontrwywiadowczymi, a w centrum stawia obsesyjną kwestię infiltracji brytyjskich służb przez Związek Radziecki, z głośnym podejrzeniem pod adresem Rogera Hollisa na czele.
Najciekawsza jest tu nie sama „sensacja”, lecz sposób myślenia autora: naukowiec w mundurze, człowiek od techniki i metod (podsłuchy, nowinki, „czarna” inżynieria wywiadowcza), który niespodziewanie przeobraża się w prokuratora własnej instytucji. Wright próbuje rekonstruować zdradę jak równanie – z przesłanek, tropów, niespójności; z tego rodzi się narracja, którą jedni uznali za odważne demaskatorstwo, inni za krzyżówkę ressentimentu z teorią spiskową. W tle przewija się cała menażeria zimnowojennej Brytanii: niewydolne elity, lojalności klasowe, ślepota na to, że „tacy ludzie” też mogą pracować dla Moskwy. To już nie tylko opowieść o szpiegach, ale i studium upadku pewnego modelu establishmentu.
Status książki ugruntowała oczywiście cenzorska gorliwość władz: próba zablokowania publikacji „Spycatcher” była najlepszą reklamą, jaką Wright mógł sobie wymarzyć. W polskim wydaniu dochodzi dodatkowa warstwa ironii – czytelnik z kraju, który dobrze znał własne służby i ich „kretowiska”, nagle ogląda z bliska zachodnie odpowiedniki, równie prowizoryczne, tylko lepiej ubrane. „Łowca szpiegów” nie jest wolny od jednostronności i niektóre tezy historii weryfikowały na niekorzyść autora, ale jako dokument mentalności zimnej wojny – paranoi, poczucia oblężenia, przeświadczenia, że gdzieś w środku jest „ktoś nasz” pracujący dla „nich” – pozostaje lekturą niepokojąco aktualną.