Dzieje Malborka
Autor: Karol Górski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Morskie, 1960
Okładka: twarda z obwolutą
Stan: dobry
Uwagi: nieznaczne otarcia obwoluty
O książce
„Dzieje Malborka” Karola Górskiego to jeden z tych tomów, które na półce wyglądają jak skromne kompendium regionalne, a po otwarciu okazują się porządną, chłodną syntezą historii ważnego węzła europejskiej polityki. Górski nie pisze „o zamku”, lecz o organizmie – mieście, twierdzy, władzy i zapleczu społecznym – prowadzonym od pruskiej osady i Zantyru, przez apogeum potęgi krzyżackiej, kompromitację po Grunwaldzie i wojnie trzynastoletniej, aż po pruskie zarządzanie i wojny światowe. W tle stale towarzyszy kwestia, co właściwie znaczy „być Malborkiem”: krzyżacką twierdzą, polską rezydencją, pruskim garnizonem czy po prostu miastem, które musi przetrwać kolejne zmiany chorągwi.
Największą zaletą tej książki jest to, że nie rozpływa się ani w architektonicznym fetyszyzmie, ani w patriotycznej egzaltacji. Górski, doskonale obyty z tematyką zakonu, rozrysowuje tło ustrojowe i polityczne z precyzją archiwisty, ale narrację prowadzi tak, by czytelnik widział nie tylko mury, lecz także ludzi – urzędników, mieszczan, załogę wojskową, mieszkańców miasta szarpiącego się między Krakowem, Królewcem i Berlinem. Twierdza jest tu traktowana jak instrument władzy i zarazem jak niewygodny spadek: raz służy za reprezentacyjny symbol polskiego panowania, kiedy indziej staje się tylko ciężarem wymagającym kosztownych napraw, a w XX wieku – niemym świadkiem plebiscytu, nacjonalizmów i wojennej katastrofy.
Wydanie – z mapami, planami i czarno-białymi fotografiami – zdradza ambicję ówczesnej polskiej popularyzacji nauki: ma być solidnie, rzeczowo i bez pustej dekoracji. Dla dzisiejszego czytelnika przyzwyczajonego do efektownych albumów Malbork może wydać się tu mniej „malowniczy”, za to o wiele bardziej zrozumiały. „Dzieje Malborka” są książką z epoki, kiedy historyk jeszcze nie musiał udawać przewodnika turystycznego ani scenarzysty serialu; dzięki temu dostajemy trzeźwy, uporządkowany obraz miejsca, które zwykło się postrzegać wyłącznie przez pryzmat Krzyżaków i Grunwaldu. Górski proponuje coś cenniejszego: długie trwanie miasta, w którym każdy kolejny zwierzchnik jest tylko epizodem.