Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8370050654
Wysyłka od: 15.00 PLN

Duchy polskie,
czyli krótki przewodnik po nawiedzanych zamkach, dworach i pałacach

Autor: Bogna Wernichowska, Maciej Kozłowski

Wydawnictwo: PTTK „Kraj”, Warszawa, 1985
Okładka: miękka 
Stan: dobry

Uwagi: nieznaczne przebarwienia okładki

O książce

„Duchy polskie” Wernichowskiej i Kozłowskiego to jeden z tych dziwnych pomników późnego PRL-u: książka z logo PTTK, która udaje przewodnik terenowy, a w gruncie rzeczy jest małą topografią zbiorowej wyobraźni. Formalnie wszystko się zgadza – są zamki, pałace, dwory, krótkie notki historyczne, garść informacji praktycznych – ale sedno tkwi w tym, co „niezbadane”: w duchach, zjawach, białych damach i nocnych hałasach, skrupulatnie odnotowanych z powagą godną inwentarza zabytków. To nie jest więc katalog straszydeł, lecz zapis tego, jak Polacy lubią myśleć o swoich ruinach i rezydencjach: nie tylko jako o obiektach konserwatorskich, lecz miejscach, gdzie historia nie chce się ostatecznie domknąć.

Ciekawy jest tu przede wszystkim sposób łączenia rejestrów: notka z lokalnej monografii sąsiaduje z legendą, relacja świadka – z suchą, rzeczową informacją o właścicielach majątku. Autorzy nie szydzą z opowieści, ale też nie klękają przed każdą białą damą; traktują je jak głos okolicy, który warto zanotować, bo bywa nie mniej wymowny niż archiwum. W tle pobrzmiewa typowe dla lat 80. napięcie: oficjalna, racjonalna narracja o „dobrach kultury” spotyka się z upartą ludową metafizyką, której nie sposób przepędzić dekretami ani planem pięcioletnim. Z dzisiejszej perspektywy to także małe kompendium lokalnych mitologii, z których wiele zostało później spłaszczonych przez turystyczną popkulturę.

Jako „przewodnik” książka mocno się zestarzała – adresy, dojazdy, stan obiektów dawno się zmieniły – ale jako dokument mentalności broni się lepiej niż niejeden nowszy album. Nakład blisko czterdziestu tysięcy egzemplarzy mówi sporo o społecznym głodzie takich opowieści: w kraju oficjalnie racjonalnym, a faktycznie pełnym nieprzegadanej historii, duchy okazały się jeszcze jednym sposobem oswajania przeszłości. „Duchy polskie” są więc bardziej szkicem do antropologii polskiej pamięci niż zwykłym bedekerem po nawiedzonych zamkach – lekturą, którą dziś czyta się trochę jak stary przewodnik Baedekera: nie po to, by jechać dokładnie tam, gdzie każe, ale by zobaczyć, jak myślano o świecie, który już odrobinę wyparował.