Wczytuję dane...
Realizacja zamówienia: 2 dni
EAN: 8308012744
Wysyłka od: 15.00 PLN

Gotyckie kościoły drewniane na Podhalu
Autor: Marian Kornecki

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1987
Okładka: miękka 
Stan: dobry plus

Uwagi: brak

O książce

Książka Korneckiego należy do tego typu publikacji, które na półce wyglądają niepozornie – miękka okładka, czarno-białe ilustracje, akademickie wydawnictwo – a w gruncie rzeczy są zwieńczeniem całego nurtu polskiej historii sztuki i konserwatorstwa z drugiej połowy XX wieku. Autor traktuje podhalańskie kościoły nie jak „ludowe ciekawostki” dla turysty z folderem PTTK, lecz jak pełnoprawny, wyrafinowany wariant gotyku, zakorzeniony zarówno w europejskiej architekturze sakralnej, jak i w bardzo konkretnym doświadczeniu góralskiego cieśli. Tytuł obiecuje opis pięciu świątyń, ale w istocie otrzymujemy syntetyczny esej o tym, jak kamienna ideologia gotyku przełożyła się na język drewna w jednym, bardzo szczególnym regionie.

Największą zaletą książki jest sposób, w jaki Kornecki łączy trzy porządki: tło historyczno‑osadnicze, chłodną analizę formy i wrażliwość kogoś, kto kościół ogląda nie tylko od strony rzutów i przekrojów, lecz także od strony zapachu żywicy i wydeptanych progów. Plany, rysunki i fotografie nie są tu dodatkiem ilustracyjnym, ale drugim torem narracji – widać, że autor myśli przestrzennie, jak badacz, który zjeździł Podhale wzdłuż i wszerz, zaglądając na strychy i podwiatrze, zamiast przepisywać cudze opisy z archiwalnych inwentarzy. W partiach poświęconych architekturze i wyposażeniu wychodzi na jaw jego konserwatorskie „ucho”: drobne uwagi o przemalowaniach, przekształceniach, ingerencjach baroku i XIX-wiecznej pobożności czynią z tej pracy także pouczającą kronikę tego, co z gotyku ocalało, a co zostało (czasem dość brutalnie) nadpisane.

Przy całej swojej naukowości książka ma rzadką dziś cnotę – klarowność bez uproszczeń. Kornecki nie bawi się w mitologię „odwiecznego Podhala” ani w sentymentalne opisy „drewnianych perełek”, tylko z uporem pokazuje, jak precyzyjnie te budowle wpisują się w większą mapę drewnianej Małopolski i dziejów technik ciesielskich. Dębno, Łopuszna czy Grywałd nie występują tu w roli skansenowych eksponatów, lecz jako punkty odniesienia do poważnej rozmowy o ciągłości form, o spotkaniu sztuki zawodowej z tradycją lokalną, o tym, co w architekturze „wysokie”, a co „ludowe” – i jak bardzo to rozróżnienie bywa złudne. Dla kogoś, kto interesuje się historią sztuki, ochroną zabytków albo po prostu chce rozumieć, na co właściwie patrzy, wchodząc do drewnianego kościółka na Podhalu, ta niewielka publikacja jest znacznie cenniejsza niż większość współczesnych, kolorowych albumów.