Podglądanie Wszechświata
Autor: Michał Heller
Wydawnictwo: Znak, Kraków, 2008
Okładka: miękka
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
„Podglądanie Wszechświata” to jedna z tych książek Hellera, w których widać go jeszcze bardziej jako eseistę niż jako uczonego. Formalnie jest to przegląd historii fizyki i współczesnej kosmologii, ale w praktyce – dziennik lektury Wszechświata, pisany przez kogoś, kto równie swobodnie porusza się po równaniach Einsteina, jak po tekstach Ojców Kościoła. Heller nie „tłumaczy fizyki laikom” – on raczej zaprasza czytelnika do swojego gabinetu i pokazuje, co go samego w tych równaniach niepokoi, a co zachwyca. Zamiast szkolnych mini-biografii Newtona czy Einsteina mamy raczej portrety myślących umysłów, w których ważniejsze od anegdot jest to, jak zmieniły język, którym mówimy o rzeczywistości.
W warstwie naukowej książka jest dziwnie czysta: Heller nie ulega pokusie modnego efekciarstwa, choć pisze o teorii strun czy mechanice kwantowej – nie sprzedaje czytelnikowi „tajemnic wszechświata”, tylko pokazuje, jak rodzi się porządna teoria fizyczna i jak nieuchronnie plącze się ona z filozofią. Charakterystyczne jest, że interesuje go nie tyle „co mówi teoria”, ile „co znaczy, że teoria tak właśnie mówi”. Z tego bierze się jego odwaga w stawianiu pytań o racjonalność świata, o sens istnienia praw przyrody, o to, dlaczego matematyka tak bezwstydnie dobrze do niego pasuje. Teologia nie jest tu doklejona na końcu, w rozdziale „dla wierzących”, lecz przenika narrację jak nuta, którą słychać za każdym razem, gdy autor zastanawia się, czy „istnienie Wszechświata” to w ogóle sensowne zdanie.
Na tle reszty jego dorobku „Podglądanie Wszechświata” jest dobrym punktem wejścia – mniej techniczne niż „Filozofia przypadku”, bardziej skupione na opowieści niż „Wszechświat i Słowo”. Styl jest oszczędny, bez modnych uproszczeń, ale i bez akademickiej tromtadracji; czuje się, że pisze człowiek, który przez lata wykładał trudne rzeczy i wie, że najgłębsze pytania najlepiej stawia się zwykłym językiem. Ta książka nie zastąpi podręcznika fizyki, ale może narobić apetytu na coś znacznie poważniejszego: na myślenie o świecie w sposób, w którym równania i metafizyka przestają się wzajemnie ośmieszać, a zaczynają się – z ostrożnością i ironią – nawzajem sprawdzać.