Massacre pour une bagatelle
Autor: Émile Brami
Wydawnictwo: L’Éditeur, 2011
Okładka: miękka twarda z obwolutą
Stan: dobry plus
Uwagi: brak
O książce
W Massacre pour une bagatelle Brami pozwala sobie na drobną przyjemność, na którą niewielu znawców Céline’a się odważyło: zamienia kult Céline’a w motyw zbrodni, a bibliofilię w miejsce przestępstwa. Pod bardzo klasycznym pretekstem odnalezionego nieznanego rękopisu – fantazmatu powracającego u wszystkich żyjących z aury wielkich autorów – konstruuje czarną komedię, w której prawnik biznesowy, antykwariusz i kolekcjoner przestają być szacownymi postaciami, a stają się naturalnymi podejrzanymi. Nie tyle sama zagadka kryminalna ma tu znaczenie, co galeria postaci: oświeceni „céliniści”, sprytni wydawcy, podejrzani pośrednicy – całe małe środowisko wyznawców papieru, które dla kilku kartek podpisanych przez Céline’a nagle traci wszelkie hamulce moralne.
Wybór naiwnego inspektora wobec tego środowiska – Raoula Marquisa, który trafia do „céliniowskiego” świata jak turysta do ezoterycznej sekty – pozwala Bramiemu robić to, co wychodzi mu najlepiej: tłumaczyć, jednocześnie się nabijając. Każde spotkanie to okazja do pokazania dobrze znanych przywar antykwariatów i kręgów literackich: fetyszyzacji przedmiotu kosztem tekstu, rozliczeń między specjalistami, absurdalnej hierarchii „prawdziwych” znawców wobec „zwykłych czytelników”. Czuć, że autor – sam antykwariusz i znany znawca Céline’a – wyrównuje tu pewne rachunki, ale bez złości: to raczej zmęczony śmiech kogoś, kto za dużo widział i słyszał, i swoją irytację przerabia na karykaturę.
Styl, zamiast próbować naśladować Céline’a (pułapka, w której rozbiło się wielu jego kontynuatorów), czerpie raczej z klasycznego kryminału: zdania są konkretne, dialogi żywe, a intryga na tyle zwarta, by utrzymać uwagę czytelnika, ale nigdy na tyle dominująca, by przesłonić satyrę. Brami bawi się konwencją, „skrupulatnie przestrzegając zasad powieści kryminalnej”, tylko po to, by je podważyć: klasyczne whodunit zamienia się w „who’s ridiculous” – śledztwo w sprawie społecznego absurdu rodzącego się z sakralizacji Literatury. Powieść można czytać jako lekką rozrywkę dla bywalców bibliotek, ale działa też jako niezbyt pochlebne lustro podstawione środowisku czcicieli pisarzy – co dla każdego, kto widział spór specjalistów o rękopis czy wariant tekstu, ma wręcz dokumentalny posmak.