L'Union Soviétique survivra-t-elle en 1984 ?
Autor: Andreï Amalrik
Wydawnictwo: Le Livre de Poche, 1977
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
Amalrik napisał tę książkę tak, jakby wziął na siebie rolę sowieckiego Kasandry – z tą różnicą, że jego proroctwo nie było wyssane z palca, lecz oparte na dość trzeźwej obserwacji imperium, w którym żył. *L’Union soviétique survivra-t-elle en 1984 ?* nie jest „raportem eksperta” ani akademicką sovietologią; to raczej połączenie politycznego pamfletu, eseju historiozoficznego i osobistej diagnozy człowieka, który widzi z bliska, jak państwo totalne zaczyna rozpadać się od środka, choć oficjalne statystyki krzyczą o „nieprzerwanym wzroście”. Wybór roku 1984 – oczywista aluzja do Orwella – działa tu jak żart o szczególnie ponurym tle: Amalrik pokazuje, że system, który miał rządzić przyszłością, utknął beznadziejnie w własnej przeszłości.
Najbardziej interesujące w tej książce nie są same prognozy kalendarzowe (datę chętnie wypominano mu później), ale sposób, w jaki Amalrik „rozmontowuje” ZSRR na główne linie pęknięć: narodowościową, biurokratyczną, intelektualną. W czasach, gdy na Zachodzie mówiono o „stabilności” systemu sowieckiego, on z uporem twierdził, że ta stabilność jest w istocie sztywnieniem – czymś na kształt kostnienia, które prędzej czy później kończy się złamaniem. Jego wizja konfliktu z Chinami jako możliwego detonatora, rozsadników separatyzmów narodowych w republikach, rosnącego rozdźwięku między oficjalną ideologią a realnym życiem – to wszystko dziś czyta się nie jako nietrafioną prognozę daty, ale jako całkiem trafną mapę przyczyn, które w 1991 roku pojawią się na pierwszej stronie gazet.
Na tle innych tekstów dysydenckich Amalrika wyróżnia swoista bezczelność intelektualna: on nie tylko krytykuje reżim, ale odmawia mu przyszłości – co, jak na 1969 rok, było aktem odwagi wręcz prowokacyjnej. Styl jest prosty, miejscami niemal rozmowny, pozbawiony patosu, z lekko ironicznym dystansem wobec zarówno władzy, jak i zachodnich złudzeń co do „wieczności” ZSRR. Z dzisiejszej perspektywy książka ma status dokumentu podwójnego: to jednocześnie świadectwo samoświadomości późnosowieckiego systemu (a raczej jej braku) i przykład, jak outsider, pozbawiony dostępu do „tajnych analiz”, potrafił lepiej uchwycić logikę dziejów niż całe zastępy zawodowych analityków. Jeśli szukać jednego zdania podsumowania, można powiedzieć: Amalrik pomylił się w szczegółach, miał rację w zasadzie – i to właśnie czyni jego esej nadal wartym lektury.